Dziś przedstawię kolejną płytę z gatunku Sludge/Doom, którą ostatnimi czasy katowałem. Tym razem na tapecie są Amerykanie z Primitive Man, którzy do tej stylistyki podchodzą zupełnie inaczej.
Jedyne jak na razie dzieło tej trójki muzykantów z Colorado zatytułowane „Scorn” dało mi – przyznam – porządnego kopniaka w sam splot słoneczny, przez co na chwilę straciłem oddech oraz przytomność. Tak potężnej i skomasowanej dawki oślizłych, ciężkich dźwięków dawno nie otrzymałem. Czułem się miejscami tak jak człowiek zgniatany pod ogromną prasą hydrauliczną (myślę, że to skojarzenie ma związek z oglądanym po raz kolejny klasycznym filmem SF hehe). Nieomal czułem każdą pękającą kość, każde rozerwane więzadło. Doskonały materiał. Brudny, gęsty obłąkańczy. Na szczególne laury zasługuje tu przede wszystkim osoba gradłowego, który wypluwa z siebie potężną dawkę ropnej flegmy oblepiającej każdy dźwięk. Dodatkowo wyczuwalna jest tu absolutnie zła aura. Nie wiem, z czego to wynika, ale czujemy od tej płyty autentyczną emanacją negatywnej energii, która co najmniej niepokoi. Do tego niepokoju przyczynia się też fakt, że Amerykanie lubią czasem odbić w rejony noise/ambient a wtedy to już czujemy się jak przy pocieraniu gwoździem o szkolną tablice. Prawie boli hehe.
Ale jak ktoś lubi trochę bólu, trochę, smrodu i trochę szaleństwa to polecam zdecydowanie. Jeśli o mnie chodzi to ja na pewno nieprędko zapomnę o tej płycie. Kawał naprawdę dobrego grania.
Ocena 9/10
Tracklist:
| 1. | Scorn | ||
| 2. | Rags | ||
| 3. | I Can’t Forget | ||
| 4. | Antietam | ||
| 5. | Black Smoke | ||
| 6. | Stretched Thin | ||
| 7. | Astral Sleep |




