Kontakt: Porky Vagina
Długo dumałem nad jakimś błyskotliwym wstępem. Zaczepnym, łechtającym własne ego i oczywiście z dużą klasą. Ale tak szczerze to kontakt z trzecim pełnowymiarowym materiał Porky Vagina zabrał mi moc. I chuja z ładnego wstępu.
Jak wygląda przepis Porky Vagina na materiał? Weź trochę grindu, dorzuć brutal death, a do tego sypnij sporym sentymentem do niemieckiego techno/dance z lat 90. Na to wszystko wjeb jeszcze motywy z grupy „wszyscy znają” lub „skądś to kojarzę”. Rzuć kurwami, chlewem, cyckami, smalcem i flakami. Błyśnij bon motami w stylu „kto nie pije wódki, tego chuj jest krótki”, albo „Daj miliona na kondona”. Potem się zesraj, wyrzygaj i obsyp złotym deszczem. Na to wszystko zasmażka i… nie wiem, kurwa, jugosłowiańskie westerny. Gotowe. Co ja na to? Ludzi, którzy mnie znają, wiedzą, że śmieszek ze mnie żaden. Dowcip prezentowany przez Porky Vagina umieściłbym gdzieś pomiędzy Figot Fagot, Cremasterem, Kapitanem Bombą, a podrywami ochroniarzy z Biedry. Nie moja działka. Muzycznie, gdy Panowie grzeją ten swój grind, jak najbardziej noga biega. Ale to generalnie taki gatunek, że łatwo się pląsa. Parę hitów by się pewnie znalazło. Generalnie widzę to tak. Płyta ta sprawdzi się pewnie na imprezie, gdy przychodzi czas na durne memy i gify, „niezwykle kurwa zabawne” filmy z jutuba i „ale Wam puszczę przypał”. Ale i na Woodstocku by pewnie przy tym potańczył. Tak wiecie. Dla zgrywy. Czy jak tam się teraz mówi. Myślę, że Panowie mają wyjebane na rzeczywistość i szczerze dobrze się w Porky Vagina bawią. I niech robią tak dalej. Nie moja kreska, nie mój koks. Ale chuj ich to pewnie obchodzi.
Dla fanów Porky Vagina pozycja obowiązkowa. Dla takich co to lubią w śmieszny grind pewnie też. Reszta szerokim łukiem.
Ocena: 6/10
Tracklista:
01. Chlew i honor
02. Fekal Disko Party
03. Jan Maria Rakieta
04. Czas pogardy i musztardy
05. Cebulator
06. Call of Knuru
07. Anal, flaki i prosiaki
08. Los knuros de la muertos
09. Polej smalcu
10. Oberiba ov Death
11. Kurwy i zniszczenie
12. Wünderschwein





