Wydawca: Deformeathing Productions
Wiecie co jest najśmieszniejsze? No to tak: „Przyjaciele” (zawsze i wszędzie), obywatelski kandydat na którego kampanię pieniążki zbiera PiS, „Family Guy” (zawsze i wszędzie), mój pieseł jak ziewa, a także całkiem często opisy gatunków na Metal Archives.
Bo czy przyszło by Wam do głowy, by ktoś tu na Kejosie zachwycał się czymś co zostało opisane jako „melodic death metal/deathcore”? Albo choć powiedział, że to fajne granie? A no właśnie. A w przypadku Pincer Consortium mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że to bardzo fajna płyta. A poza tym, może jestem przygłuchy już z racji niniejszego hobby, ale deathcore’a to ja tutaj niewiele słyszę, żeby nie powiedzieć, iż w ogóle go nie słyszę. Progresywny death metal? A i owszem. Post metal z industrialnym (ale ledwo wyczuwalnym) posmakiem? Również. I co ważniejsze – podoba mi się to co słyszę.
Choć muszę przyznać, że rzadko tego typu muzyka gości w moim odtwarzaczu. Pincer Consortium, czyli duet polsko – irlandzki, wraz z „Geminus Schism” przełamuje ten schemat – ten album ląduje w odtwarzaczu regularnie. Jedną z dwóch osób z tego projektu jest Maciej Pasiński, stojący między innymi za Qip – fajnym, frapującym zespołem onegdaj wydanym przez Wszechpotężną. Co takiego jest z kolei we wspomnianym debiucie Pincer Consortium, że przykuwa mą uwagę? Nie wiem, natomiast przyznam się, że z każdym odsłuchem ten album odsłania przede mną coś nowego, kolejną warstwę – a tych jest sporo. Gdy wchodzą na death metalowe rejestry brzmi to bardzo ciężko i dusznie, ale przy tym nowocześnie. Gdy wbijają w bardziej eksperymentalne (jak dla mnie) sfery, ich twórczość frapuje. Gdy przeplatają się, siedzę i słucham, próbując sobie to poukładać z jednej strony, ale z drugiej dając po prostu tej płycie płynąć. Pomaga przy tym na przykład lektura bookletu. Nie tylko lektura, ale i podziwianie, bowiem oprawa graficzna „Geminus Schism” stoi na bardzo wysokim poziomie. To z kolei potęguje doznania, podczas słuchania tego krążka. Słuchacz czuje się tu raczej podróżnikiem, niż tylko słuchaczem lub obserwatorem.
Niezwykle przyjemnym, ale też czasochłonnym jest obieranie tej płyty z kolejnych warstw. Przyznam, że brak mi muzycznego słownika, by jakoś głębiej rozkładać ten krążek na części pierwsze, jednak przy każdym odsłuchu robię to z niekłamaną ciekawością – co jeszcze przede mną ten krążek odkryje. Czy jest on dobry? Na pewno. Czy będę wracał? Na pewno. Czy to mój typ muzyki. Absolutnie nie. Czy polecam? Zdecydowanie tak.
https://www.facebook.com/PincerConsortium
http://www.deformeathing.com/





