Wydawca: Black Flame Rebellion
A kto to przyszedł, po dziesięciu latach ciszy? Ano pabianicki Persecutor zaszczycił nas swą obecnością i powrotem do żywych, a na dowód tego wypuścił niedawno „Dystopian Conquest” – swój drugi pełnowymiarowy album.
Jako fan ich wcześniejszych materiałów, przywitałem i ten szerokim uśmiechem i niecierpliwym wrzuceniem płyty w odtwarzacz. Choć wcześniej rzuciłem okiem na okładkę i coś mi zazgrzytało. Bezlitosny krążownik szos z kolcami mknący w dal został zastąpiony przez sforę smutnych whippetów czy innych hartów. Przyznam – nie leży mi ten frontcover i nie za bardzo wiem, co autorka miała na myśli.
Czy całość uratuje zaś muzyka? Dotychczas nazwa Persecutor kojarzyła mi się zawsze z black/death/thrash metalowym strzałem w ryj. Niestety, po odsłuchu „Dystopian Conquest” (i to wielokrotnym) muszę stwierdzić, że nowy album jest dla mnie rozczarowaniem. Niby cały czas ich kawałki osadzone są w podobnej stylistyce, ale tak jakby całkowicie wypompowano z nich powietrze, pozbawiono zastrzyku adrenaliny i zwykłego, ludzkiego wkurwienia. Dostajemy do tego trochę dziwnych eksperymentów, jak bathorowskie zawodzenie w „Paranoikon”, totalnie dziwne, niby dark americana rockowe „Find You Anywhere”, które momentami kojarzy mi się jak pastisz Acid Drinkers… Gdzieś tam w tym black/thrash/deatowym tyglu przebija się też Black Sabbath – na tyle wyraźnie, że moje ucho wychwytuje charakterystyczny riff. Oczywiście znajdziemy tutaj też masę agresywnej i brutalnej muzyki, do jakiej przyzwyczaili nas wcześniej, tylko niestety zagranej jakby na pół gwizdka… Do tego cała płyta ma brzmienie, które pozbawia ją dynamiki. Rozumiem, że ktoś tu chciał wykręcić sound a’la Destroyer 666 czy Gospel of the Horns, ale to mi się nie trzyma kupy jakoś i pozbawia przyjemności z słuchania. I mówię to z bólem serca, bo naprawdę cenię sobie wcześniejsze materiały Persecutor i wracam do nich raz na jakiś czas. A sesje odsłuchowe z „Dystopian Conquest” w ogóle nie sprawiały mi przyjemności. Teraz też, pisząc tę recenzję, słucham tej płyty trochę na siłę – wielka szkoda i wielkie jest moje rozczarowanie.
Na obronę zespołu weźmy jednak fakt, że ten materiał ma już cztery lata, tylko w chuj im zeszło z wydaniem tego. Liczę, że to po prostu jakaś wpadka – zdarza się. Mam po prostu nadzieję, że za jakiś czas Persecutor przypierdoli z rzeczywiście dobrym materiałem, bo jak na razie to polecać nie będę. Słaba ta płyta im wyszła. Szkoda.
facebook.com/BlackFlameRebellion





