Wydawca: Bestial Invasion Records
Tak się zastanawiam, czy na scenie jest muzyk, który działałby obecnie w większej ilości kapel niż Rogga Johannson. A co najlepsze – nie trafiłem w sumie na kiepski album z jego udziałem.
A Paganizer to już w ogóle klasa sama w sobie. Szczególnie dla maniaków szwedzkiego deciora, bo chyba zdajecie sobie sprawę, że ta kapela powstała właśnie po to, by nakurwiać w tym konkretnym gatunku, nie? To dobrze. To jeszcze Wam powiem, że „Massdeath Maniac” który właśnie sobie dziś wesoło wąłkowałem na trasie Rzeszów – Kraków – Rzeszów ponoć miał być szóstą płytą w dyskografii zespołu, a sama kapela nagrała ją w 2007 roku. Co im tyle zeszło, że wypuścili ją dopiero piętnaście lat później dzięki Bestial Invasion Records? Nie wiem, ale jestem zadowolony. Tłuste, zakrwawione dźwięki, tak cholernie charakterystyczne dla kapel spod sztandaru z żółtym krzyżem na niebieskim tle. Dziewięć numerów trwa sobie łącznie około pół godziny i mimo że są utrzymane w totalnie oklepanym stylu – nie nudzą. Jest brutalnie, do tego to już nas Rogga przyzwyczaił. Jeśli słyszeliście jeden album Paganizer to tak naprawdę moim zdaniem słyszeliście je wszystkie – to może być i zarzut i zaleta. W moim przypadku zdecydowanie zaleta. Fajne rżnięcie na szwedzką nutę, bez którego może i bym się obył, ale jednak przez całą drogę w samochodzie nie przyszło mi na myśl, by przełączyć na coś innego. Więc jest dobrze.
„Massdeath Maniac” więc pewnie jeszcze się zakręci sporo razy u mnie, bo lubię mało wyszukaną rozrywkę. Możecie więc sprawdzić, jeśli Wam też odpowiada taki stan rzeczy.
Ocena: 7/10
Tracklist:




