Wydawca: Darkness Shall Rise Productions / Me Saco Un Ojo Records
Pora na recenzję prawdopodobnie jednej z najlepszych płyt death metalowych tego roku. Mowa oczywiście o debiucie amerykańskiego Ossuary zatytułowanym „Abhorrent Worship”.
Dlaczego ten krążek jest doskonały w mojej opinii? Cóż – już od pierwszego odsłuchu uderzyło mnie po uszach, jak wspaniale Amerykanie zmieszali tutaj doom metalowy ciężar, death metalową plugawość z autentycznym pierwiastkiem grozy i mroku, jakiego nie powstydziły by się zespoły black metalowe. Natomiast kośćcem nadal jest death/doom metal oczywiście.
Ossuary potrafią doskonale w pełzające riffy, wijące się pod nogami i niepostrzeżenie wślizgujące się w nogawki spodni, żeby wszelkimi otworami dostać się do waszego ciała. W pewien sposób ich muzyka zbliżona jest do Spectral Voice, natomiast w przypadku Ossuary autentycznie czujemy się jakbyśmy siedzieli wewnątrz opuszczonych i zrujnowanych kościelnych piwnic, w których już dawno nie ma boga. Efekt ten spowodowany jest fantastycznym brzmieniem – czegoś takiego dawno już nie słyszałem. Co jeszcze? Wokal! Kurwa, Izzi deklasuje większość death metalowych gardłowych. Jej wokale są opętane – w mało którym death czy doom/death metalowym zespole usłyszycie coś takiego. W barwie jej growli usłyszeć można to, co w dawnych dobrych latach słyszeliście u Deada lub Attili – nie wiem, czy ktoś jeszcze ma podobne skojarzenie, natomiast ja nie mogę się go wyzbyć od początku obcowania z tym krążkiem i mam wrażenie, że na wcześniejszych wydawnictwach nie było to tak wyraźne.
Dobra, to jeszcze o samych kompozycjach – Ossuary napisało je w sposób fantastyczny. Niesamowity ciężar nie jest przeszkodą, by były one… chwytliwe? No, może nie jest to najlepsze sformułowanie, natomiast mają one w sobie coś, co zdecydowanie przykuwa uwagę oraz sprzyja po prostu zapadaniu w pamięć. I to nie, że jeden czy dwa kawałki się wyróżniają, a reszta nie – całe „Abhorrent Worship” jest utkane takimi numerami. Jest ich tylko sześć, są dość długie, ale każdy z nich totalnie ma coś swojego. I chyba też dlatego tak polubiłem ten album od początku – te numery mają w sobie pierwiastek pierwotnego doom metalu. Gdy się wsłuchacie usłyszycie tam totalnie Black Sabbath, oczywiście odpowiednio wykrzywiony i przemaglowany, tak by wyszło zeń coś tak odrzucającego jak doom/death metal. Czy należy Was jeszcze bardziej zachęcać?
Zróbcie sobie przyjemność i zapoznajcie się z tą płytą. Jestem przekonany, że zgodzicie się ze mną, iż Ossuary przygotowało krążek doskonały w każdym calu. Będzie się u Was kręcił non stop, do zdarcia igły i krwawienia z uszu.
Me Saco Un Ojo Records
https://ossuary-death.bandcamp.com/releases





