Ostatnio sporo u mnie grindcore’a się kręci, ale czuję, że wraz z nadchodzącą zimą szala przeważy się na stronę innego grania. Są pierwsze oznaki tegoż – nie do końca trafia do mnie nowa płyta zespołu Ósserp.
Kapela to ze słonecznej Hiszpanii i jest to mój pierwszy kontakt z ich muzyką. „Els nous cants de la Sibil-la”. Panowie zamieścili na niej czterdzieści dwie minuty muzyki. Niby mocnej i z pierdolnięciem, ale jakoś nie może mnie porwać. To nie jest taki typowy grind – rzekłbym raczej że to wypadkowa death metalu i grindu. Katalończycy zdają się czerpać zarówno z brutalnej odmiany tej muzyki, jak i z tej ciut bardziej technicznej, no i z grindu oczywiście. I niby wszystko fajnie, tylko wychodzi z tego płyta dość przeciętna i jak na mój gust – mimo całego ładunku brutalności, nudna. Serio, mam to promo już od jakiegoś dłuższego czasu i jakimś cudem nie może mnie chwycić za jaja ni za serce. Może to też wina brzmienia „Els nous cants de la Sibil-la” – ma taki post-posmak, który nie do końca znajduje się w orbicie moich zainteresowań. A szkoda, bo nastawiałem się na miłą uchu rzeźnię. Nie sądzę też, aby z czasem ten krążek zaskoczył – w moim odczuciu najzwyczajniej brakuje mu ducha.
Ale może się nie znam? Trudno powiedzieć, jednak sprawa jest prosta – nie chce mi się wracać do tego albumu i czuję, że wraz z tą recenzją krążek wyląduje na półce na długie długie miesiące.
Ocena: 5/10
1. Cavalcant l’ossa menor
2. Tot crema
3. L’engany
4. El pes del buit
5. L’abraçada del destí
6. L’home en el laberint
7. La rèmora
8. El rival més fort
9. Lluna negra




