Ostatnio jakoś trafiało się, że promówki, które otrzymywałem to były w większości naprawdę dobre materiały. Przeczuwałem, że taka sytuacja nie może trwać wiecznie i w końcu trafię na jakiegoś gniota, z którym będę musiał się zmierzyć.
I w końcu przytrafiła mi się płyta, której przesłuchanie wymagało ode mnie sporego wysiłku. Mowa tutaj o zespole Only Flesh i jego najnowszym (chyba) wydawnictwie „From the Gutter to the Grave”. Generalnie jest to muzyka z pogranicza rocka i metalu (sic!), którą można zdefiniować jako kulawą kopię Marilyna Mansona z najgorszego okresu jego kariery. O tyle, o ile zespół Marilyn Manson lubię za wczesne płyty i parę naprawdę zajebistych numerów, to temu, co prezentuje sobą Only Flesh mówię stanowcze NIE. Wokalista nie dość, że kopiuje manierę Mansona to jeszcze stara się wyglądać jak jego nieślubny syn tylko, że nieco bardziej wykolczykowany i wydziarany. Klika numerów na tej płycie zdają się wręcz przypominać kawałki MM a dodatkowo wkurwiają jeszcze jakaś zjebaną elektroniką i pedalskim brzmieniem. Ja napociłem się okrutnie żeby przesłuchać tą płytę kilka razy, bo miałem nadzieje, że coś z niej wyniknie, dosłucham się czegoś, co mnie może trochę przekona żeby nie mieszać jej tak totalnie z błotem. Nie udało się.
Na ich obronę jednak napisze dwie rzeczy: po pierwsze, gdyby znaleźli swój własny styl, a nie bezmyślnie zrzynali z innych to może i by coś z tego było a po drugie to na youtube jest śmieszny filmik z koncertu, na którym typa przybijają gwoździami do krzyża – Manson tego nie wymyślił hehe.
Ocena: 2/10
Tracklist:
-
Welcome
-
Glamputation
-
My Favorite Shade of Grey
-
Numb
-
Crucivixen
-
Queens of Sleaze
-
Sexual Holocau
-
Inside
-
Saliva Lubrica
-
Social Crutch
-
Cocaine-A-Go-G
-
The Fall
-
So Far Away
-
Divine Sufferi




