Wydawca: I Hate Records
Powiem tak – porządki w domu czasem się przydają. Moja na przykład zagoniła mnie jakiś czas temu właśnie do takiej czynności. Przesuwając głośnik zauważyłem róg kartoniku wystający spod szafki z płytami. Podniosłem – promo jak w ryj strzelił.
Tym sposobem czwarty album Ocean Chief przeleżał nietknięty przez niemal pół roku. A wiedziałem, że gdzieś powinien być. Nieważne, już jest, się kręci i czeka na krytykę. A oto i ona. Jest to płyta nie dla każdego, nie na każdą aurę i stan ducha. Ciężka i powolna jak baba, co wlecze się przed Wami w Tesco z koszykiem wypełnionym wszelkiego rodzaju asortymentem, sapiąc i dysząc. Tak ja właśnie mam słuchając „Universumus härd”. Możliwe, że ten krążek ma w sobie urok – myślę, że ma go na pewno, biorąc pod uwagę te wszystkie mgławicowe momenty, rozmyte mirażę gitar i bębnienie gdzieś w oddali. Tylko ten klimat jakoś z płyty do mnie nie przemawia – może jeśli to byłoby na zasadzie zamknięcia w małym klubie z adekwatnym oświetleniem… A tak – Ocean Chief poprzetykał cięższe utwory takimi właśnie onirycznymi gitarami, co powoduje moją senność jedynie, nie zaciekawienie. Jak teraz – godzina trzynasta, a ja trzecią kawę będę sobie robił i myślę, że niemała tutaj zasługa „Universumus härd”.
Myślę, że maniacy będący zdecydowanie bardziej w temacie doom/sludge z elementami drone polubią ten krążek. Ja muszę sobie zarzucić jednak coś bardziej skocznego – pomyślałem, a wzrok mój utknął na „Slaves to Society”, hehe.
Ocena: 6/10
Tracklist:
| 1. | Universums härd | ||
| 2. | Oändlighet | ||
| 3. | Färden | ||
| 4. | Urtiden | ||
| 5. | Frihet | ||
| 6. | Mörker | ||
| 7. | Vandringen |




