Oblivion słyszę po raz pierwszy. To znaczy – ten Oblivion, bo jest to już któryś tam z kolei – z samej Polski, konkretnie chyba piąty…
No ale wybór zespołu jak chcieli ochrzcić swojego potwora, hehe… Okładka zapowiadała, że dostaniemy krwawy, death metalowy ochłap, wiecie – coś a’la zespoły z Comatose Music na przykład. I faktycznie – mamy tu death metal, tylko że jakiś taki… No cóż, mamy tu trochę melodii i trochę deathcore’owych naleciałości, mamy trochę przerywników, sampli a od czasu do czasu trafi się jakiś klawisz… Eee, większość z Was pewnie wie, jakie mam zdanie na temat takiego miksu – niestety „Xenopath” nie zmieni go ani na jotę, a jedynie utwierdzi mnie w przekonaniu, że w najlepszym wypadku od takich płyt wieje nudą. Konkretnie – od Oblivion wieje nudą. Niestety, ale drugi krążek kwartetu po prostu nie działa na mnie, mimo najszczerszych chęci znalezienia tutaj czegoś dla siebie. Żeby to było brutalniejsze… A Oblivion jak dobrze zacznie, to kurna musi w którymś momencie mi zepsuć zabawę jakimś zwolnieniem czy zbytnim umelodyjnieniem. Widzicie, że z każdej strony próbuję ugryźć „Xenppath” i nie idzie…
No nic, zobaczymy co tam dalej spróbują wywalczyć. Oby było lepiej, bo póki co jest niestety przeciętnie…
Ocena: 5/10
Tracklist:
| 1. | Prelude to Suffering | ||
| 2. | The Desolate Form | ||
| 3. | Bleed for Me | ||
| 4. | The Orphanage | ||
| 5. | Pigs | ||
| 6. | Xenopath | ||
| 7. | Dead Silence (Charlie Clouser cover) | ||
| 8. | Dead Ornaments | ||
| 9. | Utoya | ||
| 10. | Inception | ||
| 11. | Grave Between Us |




