Wydawca: Thrashing Madness Productions
Zacnych reedycji ciąg dalszy! Po niezbyt przeze mnie wypatrywanych wznowieniach płyt takich zespołów jak Witch czy Necrophobic przyszła kolej na prawdziwie mocarny album – przed Wami słupskie Mortify.
Panowie działali w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych i pozostawili po sobie zaledwie dwa materiały – obydwa znajdziecie na niniejszej kompilacji. Zacznijmy trochę na odwrót, od demo „The Calm Beyond”. Oryginalnie wydane w 1993 roku, składające się z siedmiu kompozycji. Cechuje je typowa MOKowska produkcja z tamtych lat, ponadto chyba taśma, z której odzyskiwano te nagrania nie była już najlepszej jakości bo nawet i na kompakcie słyszymy lekkie różnice w brzmieniu, gdzieś tam zafaluje dźwięk… I bardzo dobrze. To jest metal, a konkretnie death metal. Na tym materiale jeszcze noszący ślady inspiracji Skandynawią, Holandią (szczególnie Pestilence czy Gorefest). Mamy tutaj trochę zwolnień, ale większość to głównie napierdalanie przed siebie, choć i pojawiają się powywijane solówki. Ogólnie, po latach dobrze się tego słucha. Ale i tak największy wpierdol nadchodzi wraz z albumem „Abyssal”. Tu już środek ciężkości wyraźnie przesunął się na inspiracje Deicide. Tak, ekipa Bentona wydaje się być dla Mortify w tym okresie wyznacznikiem tego jak grać i jak brzmieć. Ale i inne zespoły z Florydy również odcisnęły swoje piętno na tej muzyce, choćby taki Morbid Angel. Na debiucie zwolnień jest już zdecydowanie mniej, za to zdecydowanie więcej pierdolonej siarki i ognia. Tak, wielkie brawa za wznowienie tej płyty, bo polskie podziemie byłoby strasznie smutne, gdyby reedycja „Abyssal” nie ujrzała światła księżyca. Oczywiście, jak to w przypadku reedycji Thrashing Madness Productions bywa, wewnątrz znajdziecie skany okładek, wywiadów i zdjęć.
Zajebista sprawa to wznowienie. Maniacy death metalu muszą posiadać je w kolekcji, brak tej kompilacji wytłumaczony może być tylko posiadaniem oryginałów.
Tracklist:




