Wydawca: Me Saco Un Ojo Records / Headsplit Records / Memento Mori Records
Finlandia to wspaniały kraj, albowiem te ich gatunkowe sceny są specyficzne i mocno charakterystyczne. Z niekłamaną więc radością rzuciłem się na nowy album Morbific – trzeci już w ich nie najdłuższej karierze.
Młode to i płodne, nie trzeba ich zachęcać żadnym pięćset czy osiemset plus. Wystarczy szpadel, taczka i napierdalają gruz jak się patrzy. Na „Bloom of the Abnormal Flesh” dostajemy jedenaście takich właśnie taczek, gdzie gruz przemieszany jest z wnętrznościami. I w przeciwieństwie do tego co napisałem we wstępie, Morbific swobodnie miesza ze sobą właśnie fiński death metal z początku lat dziewięćdziesiątych, dodając do niego elementy death/gore czy nawet death/grinda w stylu Mortician (niektóre fragmenty brzmią żywcem, jakby je napisał Rahmer, choćby w takim „Menagerie of Grotesque Trophies”) czy Carcass, względnie Dead Infection („Hydraulic Slaughter”). Oczywiście znajdzie się też odrobina amerykańskiego klasyka, jakim jest Autopsy. Siedzi mi bardzo miszmasz tego typu, dlatego też „Bloom of the Abnormal Flesh” kręci się bardzo regularnie w odtwarzaczu.
Wszystko mi na tym albumie pasuje – od głębokiego growlu Jusy, dudniący bas tego samego muzyka, wtórującej mu perki Onni i mielącej wszystko gitary Olli. Trzech muzyków osiąga przy tym niesamowity groove, a ten czynnik jest moim zdaniem ważny jeśli mówimy o death metalu tego typu. Chwilami zwalniają, nawet bardzo, ocierając się niemalże o doom/death metalowe tempo („Womb of Deathless Detorioration” czy następny „Crusading Necrotization” na ten przykład), jednakże mi najbardziej podchodzą właśnie te kawałki z wpływami morticianowsko – carcassowymi. Przez to może chwilami ta płyta wydaje mi się nierówna, ale nie aż tak, żeby rzutowało to jakoś nad wyraz na moim odbiorze jej jako całości. A ten jest jak najbardziej pozytywny. Zresztą jak zdecydowanej większości materiałów wydanych przez Me Saco Un Ojo Records, gdyż to właśnie ta wytwórnia stoi za Na „Bloom of the Abnormal Flesh”, zresztą w kooperacji z Headsplit Records i Memento Mori Records. Czyli ścisła czołówka labeli, jeśli o takie granie chodzi.
No, więc jak najbardziej polecam Wam nowe dokonanie Morbific. W momencie gdy piszę te słowa (ostatni dzień marca) jeszcze nie jestem pewien, czy uda mi się zobaczyć ich na żywo w Polsce za kilka dni. Pewnie nie, natomiast najwyżej wynagrodzę sobie odtwarzaniem ich trójki tak często jak się da.
Home (Slider)
https://headsplitrecords.blogspot.com
http://www.memento-mori.es/
https://www.facebook.com/morbific





