Wydawca: Ván Records 

Fentanyl ponoć straszna zaraza, sam miałem też wątpliwą przyjemność zapuszczenia się przypadkiem w jakiś dziwny kwartał w jednej miejscowości i poobserwowania jego efektów. Na szczęście przez krótki moment. Z drugiej strony, ten konkretny „Fentanyl” zdecydowanie mogę polecić każdemu.

Gdyż na rynek wypuścili go Niemcy z Morast – moje małe odkrycie sprzed kilku lat. I to był akurat zespół, na którego nowy materiał czekałem i co chwila sprawdzałem, czy przypadkiem nie ma jakichś wieści odnośnie płyty numer trzy. No i po sześciu latach od „Il Nostro Silenzio” pojawił się właśnie „Fentanyl” (z pomniejszymi wydawnictwami po drodze). I jestem pod olbrzymim wrażeniem – to już na wstępie muszę Wam powiedzieć. Muzyka Morast brzmi potężnie i mrocznie – poszli jeszcze głębiej w miks black/doom i death metalu. Do tego stopnia, że trudno moim zdaniem te składowe pooddzielać od siebie.

Triptykon – ta nazwa jako pierwsza zaświtała mi w głowie po pierwszym odsłuchu „Fentanyl”. Może obdarty ze swego majestatu i trochę bardziej piwniczny od produkcji Toma, jednakże słyszę tu wiele podobieństw, zarówno jeśli chodzi o riffy, tempo, jak i nastrój, równocześnie bez odtwórczości. Masywność kompozycji Morast i ich średnie tempa po prostu wywołują u mnie te skojarzenia. Ale jeśli słuchacie takiego „On Pyre” i nie macie wrażenia, że echa Szwajcarów pobrzmiewają u Morast, to chyba pora na wizytę u laryngologa.

Nie mogę jednak odmówić Morast własnej inwencji i tchnięcia w tę muzykę własnego pierwiastka. Ich styl, którego zalążki i tak już doskonale było słychać przy okazji „Ancestral Void”, czyli debiutu z 2017 roku, został tutaj zdecydowanie rozwinięty. Muzyka Niemców rozlewa się wolno, ale wielce skutecznie, oblepiając wszystko gęstą, czarną mazią. Monolityczność tego krążka jest jego dodatkową zaletą – nie macie wrażenia, że coś na nim znalazło się przez przypadek. Całości dopełnia doskonały wokal. Zingultus wpasował się w ten zespół idealnie, balansuje między black i death metalową manierą, pełną prawdziwych emocji.

Tak więc, żebyście mieli pewność – póki co, „Fentanyl” jest zdecydowanie najlepszym, co usłyszałem w tym roku (mimo, że poznałem go jeszcze w roku zeszłym) i zarazem najlepszą płytą Morast. W planach jest też wywiad z grupą, więc jeśli jeszcze ich nie znacie, to będzie okazja, by poznać ich bliżej. Do tego czasu zachęcam do zgłębienia wcześniejszych albumów oraz tych kawałków które zostały udostępnione. Gwarantuję Wam, że ta płyta Was pochłonie.

https://www.facebook.com/OfficialMorast

https://www.facebook.com/vanrecords

Oracle
19310 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Damask „Three Times Ten”Recenzje

Damask „Three Times Ten”

OracleOracle10 września 2026
Mordhell „Nekro Desecration”Recenzje

Mordhell „Nekro Desecration”

BartBart9 września 2026
Archgoat „Nightbringer, Lightbringer”Recenzje

Archgoat „Nightbringer, Lightbringer”

OracleOracle4 września 2026

Skomentuj