Wydawca: Jihosound Records
Gdy wychodzi nowa płyta Master’s Hammer zawsze zadrży mi ręka przed wciśnięciem „play”. Zawsze się boję, że w końcu granica kiczu zostanie przekroczona i goście zaczną stąpać po grząskim gruncie chujowej muzyki.
Na szczęście w 2018 roku tak się nie stanie, bo kolejne dzieło Czechów zatytułowane „Fascinator” daje radę i to bardzo. Czesi przyzwyczaili nas do nietuzinkowego podejścia do black metalu. Ekipa Františk’a Štorm’a idzie własną drogą, nie ogłada się na nikogo i robi muzykę taką, jaką czuje. I ja to pochwalam. Obecny okres twórczości kapeli jest dla mnie czymś wyjątkowym. Wrócić po tylu latach, nagrywać znakomite płyty, grać fantastyczne koncerty… Nie każdy to potrafi. Kolejnym dowodem na wyjątkowość tej kapeli jest właśnie „Fascinator”. Tym razem mam jednak wrażenie, że Master’s Hammer trochę odpuścił z awangardą. Poprzednim płyta ocierała się już o dziwaczny kicz, ale nadal była to muzyka znakomita i oryginalna. Tym razem mamy coś w rodzaju kroku w tył. Na najnowszej płycie więcej jest odniesień do starych wydawnictw Czechów. Mniej jest elektroniki, a nawet, jeśli się pojawia, to nie tak nachalnie, tylko jest bardziej ukryta. Choć to też zależy od numeru… Oczywiście nadal mamy niebanalne teksty. To jest chyba znak rozpoznawczy tej kapeli. Jako Polak coś tam rozumiem, ale niewiele. Wyłapałem jednak kawałek o krokodylu hehe. Jak zwykle szata graficzna również odbiega od kanonu black metalowego, ale jakże cieszy ona oko. Według mnie Czesi po raz kolejny pokazali klasę, nagrali znakomity krążek, do którego nie sposób się przyczepić. Życzę im, żeby jak najdłużej podążali tą ścieżką…
Tu więcej nie ma co pisać. Ta kapela jest dla mnie zero – jedynkowa. Albo się ich lubi, albo się nimi gardzi. Ja uwielbiam. I dla takich osobników jak ja nagrany został „Fascinator”.
Ocena: 9/10
Tracklist:




