Lustre-WonderWydawca: Nordvis Production

Jak to powiedział swego czasu klasyk: „nie po raz pierwszy staje mi”… Znaczy: przychodzi mi stawać przed obliczem szwedzkiej muzyki ha ha… W zasadzie, to mi się to podoba. Lubię ten kraj, jestem z nim w jakimś stopniu związany (siostra alk czasem przywiezie), a i dźwięki produkowane przez autochtonów są dla mnie niczym dobra wódka: im jej więcej, tym łatwiej się ją chłonie. Na kogo padło teraz ? Jak to widać na załączonym obrazku – na Lustre.

Przeprawę z nowym albumem Szweda miałem co najmniej trudną. Aura tako jakoś nie sprzyjała, a nastroje miałem „różne”, by nie powiedzieć „skrajnie babskie” he he… Na szczęście przyroda pokropiła łzami smutku i wiatrem z północy tak, że „Wonder” zaczęło na mnie w końcu oddziaływać jak niż nasuwający z rejonów nostalgii, niechęci i przemyśleń… No dobra, może nie tego wszystkiego na raz, ale jednak – ciśnienie dało się we znaki. Henrik bowiem „rozmarzony” jest już od początkowych taktów swojego najnowszego krążka (tak jak i ja, gdy patrzę na foty Agnethy Fältskog). Co oczywiście skutecznie wyłącza ze świata realnego na minut niespełna 40 i przenosi do „zielonych światów” i duchowej wolności. Tyle jeśli chodzi o „odczucia”. A jak to wypada na gruncie muzyki ? Wielkiego odkrycia niestety nie będzie. Dlaczego ? Z prostej przyczyny: black metalu. Tego klawiszowego dodam. Od początku do końca ubarwionego ambientowymi pasażami, budowanymi na bazie digitalnych sampli i „parapetów” wyeksponowanych na pierwszy plan i rozciągniętych w czasie i przestrzeni. Uff. Wszystko to rzecz jasna gdzieś już było. Ktoś już kiedyś to w takiej czy innej formie zagrał i na pewno zagra jeszcze nie raz (ot, takie to dobrze znane uroki gatunku). Nie mniej – i na szczęście – Lustre bytuje w jakimś tam jednostkowym indywidualizmie co sprawia, że „Wonder” słucha się nadzwyczaj dobrze, rzekłbym nawet z lekką dozą zadumy i zaciekawienia. Co prawda ograniczona formuła „poezji” serwowanej przez Henrika na kolana nie powala, ale za to idealnie komponuje się w minimalizm środków i instrumentarium jakiego zastosował na swoim najnowszym dziele.

Konkluzja zatem jest prosta. Słucham „Wonder” zawsze na przysłowiową „setę” i za każdym razem czuję powiew wiatru znad Storsjön i zapach lasów otulających przedmieścia Östersund… Co równie dobrze można odebrać jako pierwszy zwiastun nadchodzącej jesieni.

Ocena: 8/10

Tracklista:
1. Moonlit Meadow
2. Green Worlds
3. A Summer Night
4. Petrichor

Łysy
1059 tekstów

Grafoman. Fan śmierć, jak i czarciego metalu, którego słucha od komunii...

Sworn „Null Crowned The Infite”Recenzje

Sworn „Null Crowned The Infite”

BartBart23 października 2026
Here on Earth „Zaświat”Recenzje

Here on Earth „Zaświat”

OracleOracle21 października 2026
Fvneral Fvkk „Indecent Idols”Recenzje

Fvneral Fvkk „Indecent Idols”

OracleOracle20 października 2026

Skomentuj