Wydawca: ADG Records

Patrząc na okładkę najnowszej płyty Lunatic Affliction i nie znając wcześniej tego zespołu zastanawiałem się, ile z Dissection znajdziemy w ich muzyce. Po włączeniu krążka zatytułowanego „Merto Brixtia” z kolei pierwszym skojarzeniem był wstęp do Emperor i ich „Anthems to the Welkin at Dusk” z uwagi na bardzo zbliżone intro.

Jeśli dla Was, podobnie jak i dla mnie, muzyka Bawarczyków do tej porty była terra incognito, to już Wam spieszę z wytłumaczeniem, że na całym krążku zdecydowanie przeważa opcja emperorowska. Oczywiście z innymi wpływami, jednakże generalnie rzecz biorąc – w podobnym klimacie. „Klimat” zresztą jest tu słowem – kluczem, bowiem Lunatic Affliction w udany sposób kopiuje atmosferę norweskiej sceny black metalu z klawiszami. No, może nie aż w tak udany, że wyrzucam płyty Samotha czy Sanrabba do kosza i zasłuchuję się tylko w kwartecie z Niemiec – ale w porównaniu z tym co mogłoby się wydarzyć (i niejednokrotnie się wydarzało) jest w porządku.

Na „Merto Brixtia” mamy sporo szybkich fragmentów, gdzie blast ściele się gęsto, a klawisz obsypuje go podniośle. Przyznam się Wam, że te wypadają chyba najlepiej. Między innymi dzięki temu, że Lunatic Affliction ma smykałkę do niezłych melodii. Trochę gorzej wypadają wolniejsze partie, które w moim odczuciu zamulają trochę na tej płycie. Jakby zespół dostał zadyszki i musiał przycupnąć na ściętym pieńku i pobrzdąkać chwilę, żeby nabrać werwy i móc z powrotem biegać po lesie przy blasku księżyca. Nie wiem, jak to wyglądało na wcześniejszych albumach, ale na trójce tak to według mnie wygląda.

A skąd mi się wziął ten las i księżyc? Ano z okładki i bookletu – mamy tam wszystko to, co powinna zawierać płyta wzorowana na symfonicznym black metalu z Norwegii. Podejrzewam więc, że muzycy Lunatic Affliction trochę żałują, że nie są starsi o te dziesięć lat. Wyszedł im jednak niezły hołd dla tamtych czasów, a to i tak już jest coś.

https://web.facebook.com/lunaticaffliction

Lunatic Affliction > Nerto Brixtia
Oracle
19419 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Deprive „The Archaic Summoning”Recenzje

Deprive „The Archaic Summoning”

BartBart15 października 2026
Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”Recenzje

Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”

OracleOracle14 października 2026
प्रलय (Pralaya) „Inferno”Recenzje

प्रलय (Pralaya) „Inferno”

BartBart13 października 2026

Skomentuj