Skip to main content

Wydawca: Malignant Voices

Cholera, ledwo człowiek zipnął, a tu kolejne dobro wjechało na stan. Mówię o polskim Lamashtu, czyli świeżym, jednoosobowym hordzie. Przyznaję, zostałem krzynę zaskoczony tym albumem, bo po pierwsze nie spodziewałem się takiego muzycznego kuriozum, po drugie kuriozum owe jest naprawdę dobre.

„Plaque des Enfers” to niecałe pół godziny muzycznej podróży po nieco bardziej surowej odmianie black metalu, ale podróży o tyle interesującej, że mającej w sobie sporo ciekawych niuansów. Już od intra w pierwszym kawałku, będącym mocno wybrzmiewająca partią bębnów wjeżdża charcząca gitara podlana potępionym wokalem. Pierwsze, co mi się rzuciło w uszy, to fakt, że w Lamashtu słychać wpływy Cultes des Ghoules, szczególnie z naciskiem na „Haxan”. Byłbym jednak kurewsko niesprawiedliwy, jeśli wskazałbym na tylko to, bo pojawia się tu wiele innych nawiązań, w tym choćby do Mayhem, czy Deathspell Omega. Tymczasem „Amuleth I” rozwija się, do szalonej, opętanej końcówki miażdżącej kanonadą riffów, by wejść w kolejne stadium ewolucji. A to dlatego, że już w drugim utworze więcej się dzieje w gitarach, które niemal żonglują motywami, nadto wjeżdża świetny bas. W drugiej połowie utworu pojawia się również motyw mający w sobie piękny powiew orientalistyki, niczym w utworach Dakhmy, co zresztą przekłada się na pyszny, akustyczny wstęp do „Amuleth III” stanowiącego kres muzycznej wędrówki. Tutaj dzieje się najwięcej, co dodatkowo podkręca wokal w języku Piastów. Odnosi się wrażenie, że wszystko, co słyszeliśmy w poprzednich kawałkach zostało skrupulatnie skondensowane i przemodelowane tak, by dać życie czemuś nowemu oraz przesiąkniętemu na wskroś złem. Jest szaleństwo, jest dzikość, ale i pyszna atmosfera swoistego mistycyzmu.

Lamashtu nagrało płytę, która może nie rzuci Was na kolana i nie okaże się muzycznym objawieniem tego roku, ani tym bardziej dekady, a do tego może się wydać dziwaczna przy pierwsyzm podejściu, ale nie zniechęcajcie się. To kawał kapitalnej muzyki, która zyskuje z każdym odsłuchem, gdy człowiek odkrywa jakiś nowy element, czy to w opętanych gitarach, czy w bębnach. I perkusja właśnie, jak ona doskonale tam robi! Masę niuansów i smaczków, które tylko napędzają pokręconą atmosferę, ale mają w sobie sporo mocy.

Trochę wahałem się, jaką dać ocenę, ale nie oszukujmy się. Za dobrze się bawiłem, by było inaczej. Gorąco zachęcam do sięgnięcia po Lamashtu, bo jest zbyt dobra, by przejść bez echa w zalewie końcoworocznych premier.

Ocena: 8/10

Lista utworów:

  1. Amuleth I
  2. Amuleth II
  3. Amuleth III
https://www.youtube.com/watch?v=3HHVJqadLvw
Bart
599 tekstów

Przemądrzały, gruby chuj. Miłośnik żarcia, alkoholu i gór, któremu wydaje się, że umie pisać.

Newsy

Ribspreader – nowy album

OracleOracle8 stycznia 2014

Skomentuj