Wydawca: Iron Bonehead Productions
No, czegoś takiego trzeba mi było. Nowy krążek Iron Dogs na dzisiejszy dzień, dla relaksu (recenzję piszę w ogólnopolski dzień grobingu, zwany również Świętem Zmarłych) idealnie rozładuje moje nerwy.
Na przykład z tego powodu, że podobają mi się melodie, które już kiedyś słyszałem. A na tym wąsatym krążku wszystko jest takie znajome. Wyjaśnię, że wąsatym metalem nazywam klasyczny metal zakorzeniony głęboko w początku lat osiemdziesiątych. „Free and Wild” jest właśnie takim albumem, pełnym inspiracji NWOBHM, a w szczególności pierwszymi dwiema płytami Iron Maiden, AngelWitch, Iron Angel i całą heavy metalową menażerią. Osobiście uwielbiam takie klimaty, czerstwe heavy metalowe łupanie, fałsz w wokalu Jo, obciachowe teksty i głupawe okładki. Z drugiej strony – ach, jak te gitary rzężą, jak perkusja stuka i puka, jak te melodie wchodzą w głowę i nie wychodzą zeń! Iron Dogs to zdecydowanie jeden z ciekawszych zespołów retro ostatnimi czasy. To nie jest Sabaton dla gimnazjalistów, to nie jest Hunter dla dzieci z podstawówki, to jest heavy metal dla mężczyzn z jajami i lasek z obfitym biustem. Półgodzinny materiał cofnie Was o trzydzieści lat i nie wiem jak Wy, ale ja jestem wdzięczny za taki regres.
Łapcie więc piwa w dłoń, odpalcie „Free and Wild” i rozkoszujcie się dźwiękami, które brzmią, jakby ich twórcy pamiętali jeszcze rządy Breżniewa u naszych przyjaciół ze Wschodu. Dla mnie prima sort!
Ocena: 8/10
Tracklist:
| 1. | Firebird | ||
| 2. | Kingdom of Steel | ||
| 3. | Free and Wild | ||
| 4. | Adversity | ||
| 5. | Evil in the Keep | ||
| 6. | Cannibal Death Cult | ||
| 7. | Storm Warning | ||
| 8. | Island of the Dead |




