Ponoć przeleżał ten materiał w kejosowych odmętach, ale to przez to, że dotarł nie do tego człowieka – Ef zna się na sludge’u, jak ja na ekstraklasie. Ale okrężną drogą dotarł i do mnie debiut Inverted Mind.
I jest dobry. Krakowiacy nagrali ciężką, mozolnie się rozkręcającą płytę. Ale może zacznę od tego, co mi nie leży. Wokal – kurwa, ja bym to jednak spróbował trochę brutalniej, trochę głębiej, bardziej growlem, no nie wiem – muzyka jest ciężka, czuć piach w zębach, a wokal jakoś trochę za lekko przy tym wypada. Bo muzyka – kurwa, jakbyście żarli gruz i ziemię wprost z Nowego Meksyku. Pierwsze co słychać to ciężar, jednak nie tylko on tu odgrywa rolę – sporo zasług tutaj należy przypisać pewnej dozie grozy i niepokoju. Inverted Mind nie tworzy bowiem sludge/stonerowej muzyczki pod piweczko – zdecydowanie lepiej słucha się tego w samotności, z dobrym trunkiem pod ręką. Z drugiej strony osoby, które przyzwyczaiły się w tego typu muzyce do wolnych tylko szybkości mogą się zawieść – w kilku momentach „Nothing But Suffering” znacznie przyspiesza, powodując tylko, że uderzenie jest mocniejsze i bardziej odczuwalne – choć najjaśniejszym punktem są właśnie te walcowate fragmenty krążka – przynajmniej dla mnie.
Fajnie, że w Polsce coraz śmielej zaczynają sobie radzić zespoły właśnie pokroju Inverted Mind. Tkwi w nich potencjał. Byle się tylko nie zrobiła z tego kolejna moda: po katankowych armiach – stada upalonych i posępnych małolatów, hehe.
Ocena: 7/10
Tracklist:
| 1. | Intro | |
|
| 2. | The Last Step Before the Abyss | ||
| 3. | Questions Without Answers | ||
| 4. | Bad and Worse | ||
| 5. | Deaf-Mute Crowd | ||
| 6. | Rejection | ||
| 7. | Between Life and Death | ||
| 8. | Nothing but Suffering | ||
| 9. | Outro |




