Wydawca: Putrid Cult
A ponoć gdzieś z Podkarpacia jest ten projekt – pierwsze w ogóle słyszę o tej nazwie, no ale widać wypadłem lekko z obiegu. Ale skoro Morgul podesłał, no to jak najbardziej się zaznajomię z Intra Nigrum i ich trzecią płytą – „Logos”.
Przede wszystkim opis zawartości muzycznej jakoś do mnie nie trafił do końca, więc nie wiedziałem, czego powinienem się spodziewać. Fanem Darkspace nie jestem, kiedyś próbowałem, ale strasznie mnie nudzi to granie – albo nie umiem w nim znaleźć niczego interesującego. A że Intra Nigrum porównywane jest ponoć do nich, miałem pewne obawy. Ale jak sobie włączyłem trzecią płytę tego duetu, to… też nie zaskoczyło. Potem raz jeszcze i raz jeszcze. Ale przyszedł pewien wieczór zimny, pomyślałem – dam im jeszcze szansę. No i włączyłem to „Logos” siedząc w półmroku i powiem Wam, że coś tam zaiskrzyło. Fanem nie zostałem, ale jakoś tam potrafię znaleźć coś dla siebie w tej muzyce – szczególnie, gdy te ponure fragmenty twórczości Intra Nigrum jakoś przywodzą mi na myśl Katatonię. Ten zespół często mi się przewija jako skojarzenie w przypadku ponurej i negatywnej muzyki, nie poradzę. Tutaj wcale nie jest inaczej.
Na „Logos” przypadły mi do gustu zimne, wyobcowane riffy pojawiające się w kilku momentach, na przykład w „A Veil of Fog” czy A Shuddering Star”. I brzmienie basu też mi pasuje, dobrze zgrywa się z powolnym pulsem słuchacza. Przyznam też, że w kilku momentach ten zespół potrafi wykreować prawdziwie ponurą atmosferę, naładowaną negatywnie i pesymistycznie – taki urok tej muzyki, natomiast nie każdy zespół rzeczywiście potrafi wjechać na emocjonalne doły słuchacza. Na „Logos” mógłbym wskazać parę takich momentów, w czasie których udaje im się trącić moje wewnętrzne „ałć”, kiedy to robi mi się jakoś gorzej na sercu i duchu. Brzmią przy tym autentycznie, jakby rzadko kiedy się uśmiechali – a jeśli już to przez łzy, jak Joker (tak, uwielbiam pierwszą część).
Krążek wydany jest przy tym ascetycznie – żadnych zdjęć, rysunków, tylko teksty, które – jak zapewne się domyślacie – są dalekie od afirmacji życia i epatowania radością. Mi wystarcza. Tak więc przyznam, że jestem pozytywnie zaskoczony – również tym, jak „Logos” brzmi, bowiem daleko mu do smutnych hymnów nagrywanych przez ścianę łazienki. A jak pamiętacie, to była dość powszechna praktyka w przypadku muzyki z tego sortu. Dobrze, że odeszła po części w zapomnienie.
Smutne duszyczki, ponurzy mieszkańcy tego globu, lubujący się w dźwiękach wypranych z nadziei – myślę, że Intra Nigrum może znaleźć się w spektrum Waszych zainteresowań. Płyta wydana w limicie 300 sztuk, więc pewnie się jeszcze załapiecie, ale długo raczej nie zwlekajcie.
https://www.facebook.com/PutridCult





