Wydawca: Dark Descent Records

Nie ma ten zespół szczęścia, no kurwa nie ma. Padają im muzycy jak muchy, bo po nagraniu tej płyty na covid zmarł Ruben, który w Imprecation pełnił dość ważną rolę, a wcześniej Wes Weaver. Mimo to Amerykanie wypuścili najnowszy album – „In Nomine Diaboli”.

I jest to, jak zwykle w przypadku Imprecation, album klasowy. Mam nadzieję, że większość z Was zapoznała się z wcześniejszymi krążkami czy też pomniejszymi wydawnictwami tej hordy z Teksasu i uzbrojeni w wiedzę o tym, jak one brzmią, czekacie na nowy krążek. Jako, że ja jestem już po wielu sesjach „In Nomine Diaboli” zaspoileruję Wam co nieco. W Imprecation bez większych zmian – dziesięć kompozycji, jakie znajdziemy na tym albumie to bezpardonowy przykład tego, jak powinno grać się diabelski death metal. Nie wiem, co takiego jest w teksańskim powietrzu, ale zdecydowana większość zespołów, jakie stamtąd pochodzą i trafiły do mego domostwa odznaczały się bardzo wysoką jakością. Imprecation znam już od wielu wielu lat i apriorycznie założyłem, że i nowy – trzeci już – album będzie miażdżył kości maluczkich, tak jak poprzednie wydawnictwa. Tak też jest. Stylistycznie zespół nadal plasuje się w tym samym szeregu co Incantation, Necrovore, Vital Remains a z uwagi na użycie klawiszy kojarzyć może się też z Acheron. Ale po co ja to Wam piszę, naprawdę zakładam że wiecie na czym polega siła przekazu Imprecation. Brutalna i szybka muzyka z olbrzymim ładunkiem diabelstwa. Gdy zaś zwalniają czujecie się, jakby niebo waliło się Wam na głowy. Imprecation brzmi w chuj masywnie i siarczyście zarazem, a moim zdaniem wcale nie jest łatwo taką mieszankę otrzymać. No ale jeśli kapela istnieje już od ponad trzydziestu lat to raczej wie, jak to się robi, żeby maniacy byli zadowoleni. Poziom bluźnierstwa na „In Nomine Diaboli” również w zakresie tekstów jest tutaj bardzo wysoki, co jeszcze tylko dodaje tej grupie bezkompromisowości. Dołączcie do tego okładkę i macie jeden z lepszych albumów death metalowych w tym roku.

Materiał będzie dostępny za jakieś dwa tygodnie, więc miejcie w tyle głowy, że jest to zakupowy „must have”. Doskonały album, gdzie nie ma miejsca na żadne świętości.

Ocena: 9/10

1. Reborn in Fire
2. Agnus Dei (Spill the Blood)
3. Ars Goetia
4. Bringer of Sickness
5. Black Communion
6. Devil’s Furnace
7. Thorns of Hate
8. Forward the Spears
9. Stigmata Wounds
10. No Kingdom Awaits (Let Us Prey)

Oracle
19294 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Archgoat „Nightbringer, Lightbringer”Recenzje

Archgoat „Nightbringer, Lightbringer”

OracleOracle4 września 2026
Inferno „The Anthropic Sophisms (On the Heights of Despair)”Recenzje

Inferno „The Anthropic Sophisms (On the Heights of Despair)”

PathologistPathologist3 września 2026
Hexbane „From Hell”Recenzje

Hexbane „From Hell”

OracleOracle2 września 2026

Skomentuj