Jak ja lubię recenzować one man bandy. Niby sprawa prosta, bo większość z tych „ekip” wydaje płyt na pęczki i płyty te są tak typowe i przeciętne, że w zasadzie można posłuchać raz i wie się praktycznie wszystko, co trzeba wiedzieć, żeby napisać recenzje.
I tak jest też w tym przypadku. „Nazywam się Hrizg, pochodzę z Hiszpanii i nakurwiam black metal” tak powinien mam się przedstawić pan Erun-Dagoth, czyli ciało i umysł tego projektu. Gra on w sporej ilości kapel, ale w zasadzie ich nie znam, bo co, jak co ale Hiszpania to z dobrego metalu raczej nie słynie. I tu powinien się pojawić tekst o tym, co jest na tej płycie. Jaki wokal, jakie tempa, jak to jest wszystko technicznie zagrane. Ale nie ma się, co silić, black metal w tym przypadku zagrany jest w tak typowy sposób, że każdy osłuchany w tym gatunku odbiorca już wie, co tam jest grane. Ja ze swojej strony tylko napiszę, że to kolejna płyta z tak zwanej czwartej albo nawet piątej ligi black metalu niewnosząca absolutnie nic do gatunku nagrana chyba tylko wyłącznie po to, żeby ułatwić panu Erun-Dagoth wstąpienie do podziemnego królestwa. Za taka płytę to pewnie nie siądzie po prawicy rogatego, a będzie gdzieś tam cichutko w kącie rozkoszował się zapachem smoły i siarki.
Dla mnie materiał, odsłuchany, oceniony i zapomniany z dniem dzisiejszym. A byłbym zapomniał: płyta nosi tytuł „Individualism” jak by to jednak kogoś interesowało hehe.
Ocena: 4/10
Tracklist:





