Lubię takie płytki bo dzięki temu nie muszę wydawać niebotycznej kasy na siedmiocalówki, limitowane wydania i inne śmierdy pierdy. Wszystko tu mam skondensowane jak zestaw witamin i minerałów w jednej pigułce.
Taki prezent zrobili swoim fanom, charakteryzującym się brakiem wolnej gotówki i zapałem do kupowania wszystkiego z ich logiem, Finowie z Hooded Menace. I fajno. „Gloom Immemorial” to zbiór nagrań z siedmiocalówki „The Eyeless Horde”, dwunastocalówki „Labyrinth of Carrion Breeze” no i masy splitów, jakich Finowie się raczyli dopuścić. Łącznie jedenaście numerów, które po brzegi właściwie wypełniają ten krążek – wszak siedemdziesiąt sześć minut to niemal maks, prawda? Zwłaszcza, że według mnie na tym albumie nie ma słabego numeru – wszystkie utrzymane w charakterystycznym dla Hooded Menace stylu gdzie doom metalowy ciężar przewala się przez słuchacza, za każdym razem doprowadzając do zmiażdżenia jego kości. Mozolne gitary o chropowatym brzmieniu powoli acz sukcesywnie zwiększają ciśnienie wewnątrz gałek ocznych, a żyły zaczynają Wam puchnąć… Tak działa ta muzyka i nie ważne czy pochodzi akurat z demo czy ze splitu z Asphyx. Jasne, różnice pomiędzy utworami z poszczególnych wydawnictw są słyszalne, ale gwarantuję Wam głową – wszystkie one są wspaniałym dowodem na to, że z Hooded Menace mało kto może stawać w szranki. Finowie są w swojej kategorii już mistrzami, a ta przekrojowa w pewnym sensie płytka tylko ten fakt unaocznia (czy raczej unausznia).
Bez oceny bo to składak, ale każdy kto chciałby nadrobić trochę znajomość z tym zespołem, to może równie dobrze nawet i zacząć od „Gloom Immemorial”. Świetny kawał doom metalu!
Tracklist:





