Wydawca: Iron Bonehead Productions

Przyznam szczerze, że Hellehond zainteresowałem się głównie z uwagi na tak zwany selling point, jakim jest skład zespołu, konkretnie zaś Bob Bagchus za garczkami. A że kapela to w sumie powstała całkiem niedawno – byłem tym bardziej ciekaw co tam wymodzą.

Jednakże jeśli spodziewacie się, że usłyszycie na „Verslonden” death metal znany choćby z Asphyx, grubo się mylicie. Na debiutanckim krążku Holendrzy poruszają się w klasycznym black metalu spod znaku „Ravishing Grimness”, „Panzerfaust”, ale nie odżegnują się też od topornych dźwięków generowanych przez Hellhammer. Czyli jest zimno, do szpiku surowo i ponuro. Co ciekawe, Hellehond udaje się faktycznie nawiązać swoim brzmieniem do muzyki z połowy lat dziewięćdziesiątych, przynajmniej mi od razu się przypomina, jak po raz pierwszy odpaliłem przegrywaną taśmę Darkthrone. A przynajmniej pierwsza połowa tego albumu, gdyż mam wrażenie, że im późniejsze kawałki, tym więcej tych riffów typowych dla Szwajcarów z Sami Wiecie Jakiego Zespołu – ale może to tylko takie złudzenie. Czasem brzmi to trochę jednostajnie, a kilka przyspieszeń choćby w takim „Kerkerlust” nie do końca ratuje sytuacje. Muzyka Hellehond wchodzi gładko, tylko że nie pozostaje po niej wiele – po kilkunastu odsłuchach pamiętam przede wszystkim, że to fajne granie w stylu starego Darkthrone i Hellhammer, ale już żaden riff czy żaden motyw w głowie nie zostaje. Ale czy czasem trzeba więcej? To jest album do zabicia czasu, jako podkład, na pewno nie jako główny punkt, na którym w danym czasie się skupimy.

Może z czasem zaskoczy mi ten album bardziej, póki co po prostu to solidne granie i nic więcej. Można by się pokusić o stwierdzenie, że jest to black metalowe granie do kotleta, a że dzięki temu ów kotlet smakuje lepiej – to tylko plus dla „Verslonden”.

Ocena: 7/10

1. Kardoes
2. Verslonden
3. Rattenmantel
4. Onbegraafbaar
5. Hamerslagen
6. Over De Kling
7. Kerkerlust
Oracle
19429 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Bûcher „Petrichor”Recenzje

Bûcher „Petrichor”

WojtuśWojtuś19 października 2026
Final Self „Liturgy of the Final Self”Recenzje

Final Self „Liturgy of the Final Self”

OracleOracle16 października 2026
Deprive „The Archaic Summoning”Recenzje

Deprive „The Archaic Summoning”

BartBart15 października 2026

Skomentuj