Skip to main content

Kontakt: Hegeroth

Dane mi było recenzować 8 lat temu debiutancki długograj tego duetu. Kolejne trzy materiały mnie ominęły (albo ich nie pamiętam). I nie roniłem przez to łez. W zasadzie to nawet nie wiedziałem, że wyszły (chociaż na Kejosie pojawiła się recenzja „Sacra Doctrina” z 2022). Jak wygląda najnowszy album?

Zacznę od pewnej kwestii. Po wydaniu dużego debiutu w 2014 panowie na parę lat zamilkli. W 2019 pojawił się krążek „Degenerate”. Mamy 2023. A mi dane jest recenzować czwarty materiał (włączając ten z 2019) wypuszczony od tego czasu. Może nie jest to muzyczna sraczka, jak zwykłem nazywać wydawanie płyt co pół roku, ale kłopotliwe wzmożenie jelit już tak. Co z niego wynika?

Na szczęście Panowie zmądrzeli (czytaj zestarzeli się) i porzucili koncept muzyczny z ich debiutu. No może nie do końca. Wciąż lubią się z melodią. Grają sobie black, taki bardziej na nową (w rozumieniu, że to nie norweski las) modłę z elementami death metalu. I spoko. Mnie to granie kompletnie nie przemawia, ale pewnie jakiś fanów ma.

Muzyka, którą wykonuje Hegeroth, kojarzy mi się z typowymi bandami typów po czterdziestce powracających powiedzmy po 10-letnim niebycie. Bo w wyjątkowych okolicznościach, na przykład tuż przed wejściem na scenę, rozpadli sobie tenże zespół. Ale postanowili powrócić w glorii i chwale. Myśląc, że wciąż mają te 30 lat i świat muzyki kłania się im w pas. Chociaż akurat tutaj wydaje mi się, że Panowie się nie spinają. I nie mają żadnych oczekiwań. Chyba, że jednak mają. To niepotrzebnie.

Wracając do skojarzenia. Jaki mam problem z takim graniem? Że jest ono zwykle zachowawcze. Pozbawione jaj. Tutaj na przykład, jak wspominałem, mamy Black z odcieniem Death. Kompletnie jest to pozbawione agresji. Utwory zaczynają się, płyną sobie, kończą się i zupełnie nic z tego nie wynika. Rzemiosło. Na przyzwoitym poziomie. I nic więcej.

Do tego mam problem z perkusją. W niektórych momentach rozjeżdża się ona kompletnie z utworem (na przykład druga część „The Ring”). Całość trwa 33:33 i wystarczy. Nie jest to chujowe. Jest to średnie.

I to właśnie jest największy problem tego materiału. Nic po jego przesłuchaniu nie zostaje w głowie. A w powodzi nowych krążków, którymi jesteśmy codziennie bombardowani, oznacza to utonięcie bez szans na wyciągnięcie z wody. O reanimacji nie wspominając. Moje standardowe 6/10.

Ocena: 6/10

Tracklist:

01.The Snake
02.Debased
03.The Dirt
04.The Ritual
05.Uplifted
06.The Shepherd
07.The Ring
08.The Queen of Spiders
09.An Accident

Ef
4493 tekstów

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Skomentuj