Wydawca: Thrashing Madness Productions
No to nareszcie doczekaliśmy się wznowienia debiutanckiego albumu Hazael na krążku CD, zatytułowanego „Thor”. Tak, wiem, że było już jedno ponad dziesięć lat temu na kompakcie nakładem Dark Descent Records, natomiast ono było jakoś chujowo dostępne w Polsce. No więc rodzime maniaki były pozbawione możliwości obcowania z tym krążkiem, chyba że posiadali oryginał z Loud Out Records lub winyl z The Crypt.
Braku tego najwyraźniej znieść nie mógł Leszek z Thrashing Madness Productions i w ramach serii Death Metal Classic wypuścił „Thor” na kompakcie. Jak się prezentuje? Fantastycznie oczywiście. Nie wiem, jak prezentowała się oryginalna wersja z 1994 roku. Wznowienie z 2025 roku różni się od większości innych wznowień Thrashing Madness Productions. Brak tutaj tradycyjnych reprodukcji okładek, zdjęć, plakatów i innych takich z epoki. Nie mamy też wywiadu z żadnym z muzyków. Czy to dobrze czy źle? Trudno mi powiedzieć, no ja zawsze lubiłem powysilać ślepia i poczytać jednak trochę tych skanów. Ale i tak jest OK – mamy teksty i foty, oczywiście wszystko na wysokiej jakości papierze. Podejrzewam więc, że niniejszy layout jest tożsamy ze wznowieniem winyla lub wersji Dark Descent Productions.
Natomiast czy powinienem pisać coś o muzyce? Pewnie by wypadało, choć „Thor” to materiał na tyle powinien być znany, zwłaszcza polskim metalheadom, że objaśnianie co się tu usłyszy jest trochę zbędne. Może więc ciut o moich odczuciach – ja akurat „Thor” znam od wielu lat, gdyż miałem przegrywaną kasetę firmy TDK przez długi czas (dopóki nie wyrzuciłem wszystkich przegrywek). Osobiście bardzo lubię ten materiał – Hazael brzmi cholernie po szwedzku, wpływy Entombed, Grave i Dismember są bardzo wyraźne. Niektórzy twierdzą, że może nazbyt wyraźne, ale czy mi to przeszkadza? Absolutnie nie. „Thor” zawiera niemal godzinę muzyki, której naprawdę zespół nie powinien się wstydzić te trzydzieści lat temu i która w ogóle się nie zestarzała. I teraz taka konstatacja – szkoda, że kapeli nie wyszedł powrót, pomimo buńczucznych zapowiedzi i dalekosiężnych planów wszystko skończyło się… tak „po polsku”.
Z uwagi na ten fakt cieszę się, że pozostała muzyka z „Thor” i wcześniejszych wydawnictw. A dzięki Thrashing Madness Productions w końcu mogę posłuchać jej z fizycznego nośnika. Więc spieszcie się zakupić swoją kopię, póki są.





