Wydawca: Pulverised Records

Widmo krąży nad tą płytą – widmo zespołu na „K”. Pojechałem na wstępie, a co – nie można? I pewnie się teraz głowicie (jeśli ktokolwiek w ogóle to czyta, hehe), czy to miała być potwarz czy może komplement?

A ja parafrazą Marksa pojechałem nie przez przypadek. Bo wyobraźcie sobie, że gdybym nie wiedział, że to co właśnie recenzuję to najnowsza, wydana po dziesięciu latach milczenia, płyta szwedzkiego Guillotine, zatytułowana „Blood Money”, to dałbym sobie wybrany członek uciąć, że w odtwarzaczu właśnie kręci się najnowszy Kreator. Ale po kolei, zaczniemy od okładki. Dwa słowa – Ed Repka. Do tego rzut oka na bok i wszystko jasne, co? Zajebista, czysto thrash’owa okładka!!! A teraz do muzyki. Zajebista, czysto thrash’owa muzyka!!! A konkrety? Guillotine sprokurowało album, który brzmi jak miks trzech płyt – „Extreme Agression”, „Coma Of Souls” i „Violent Revolution”. Szybkie, ostre riffy, melodyjne i zapadające w pamięć refreny, wirtuozerskie i wysmakowane solóweczki – naprawdę, Petroza nie powstydziłby się takiego albumu. Guillotine wydają się być bardzo pojętnymi uczniami i płyta wchodzi jak zimny gin z tonikiem. Z jednym ale. Może wydaję teraz niesprawiedliwy osąd, może zespół oburzy się na to co teraz napiszę, ale ja słyszę na „Blood Money” niepokojąco dużą zawartość Kreatora na tym krążku. Nie żebym ich nie lubił (ba, mam nadzieję, że na ich najbliższym krakowskim koncercie zamacham się łbem na śmierć), ale to ma być płyta Guillotine. Na marginesie – nawet nazwa dziwnie znajoma i wiadomo z jakim utworem winna się kojarzyć, co?. Brak mi po prostu własnej tożsamości tej kapeli, ich własnego „ja”. Jasne, słychać tu też czasami Megadeth i Slayera, ale tych są jedynie śladowe ilości. Oczywiście nie przeszkadza to moim stopom w wybijaniu rytmu, a głowie w kiwaniu się w rytm, bo gdybym nie znał dokonań Niemców, stwierdziłbym, że to normalnie album roku w thrash metalu. Ale ja je znam, więc to trochę wpłynie na końcową ocenę.

No tak, niby znam i dużo tu Kreatora, ale to i tak nie zmienia faktu, że Guillotine nagrało płytę, która urywa jajca i z czystym sumieniem mogę ją polecić wszelkim thrashers, bo to naprawdę krążek rozpirzający otoczenie bezpardonowo.

Ocena: 4,5/6 (bo jednak to widmo unosi się trochę zbyt wyraźnie…)

Tracklist:

1. Insane Oppression
2. Rebellion
3. Insanity
4. Liar
5. Die/Live
6. Skeleton City
7. Madness
8. Dying World
9. Welcome to Dying (Death, Destruction & Pain)
10. War
11. Our Darkest Day
12. Blood Money

Oracle
19423 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Final Self „Liturgy of the Final Self”Recenzje

Final Self „Liturgy of the Final Self”

OracleOracle16 października 2026
Deprive „The Archaic Summoning”Recenzje

Deprive „The Archaic Summoning”

BartBart15 października 2026
Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”Recenzje

Runaway Devils „Blood Must Be Shed to Enchant Your Head”

OracleOracle14 października 2026

Skomentuj