Skip to main content

Wydawca: Pagan Records

Furia nagrała nową płytę. Długo to zajęło (nie liczę epki “W śnialni”), jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że zespół Nihila raczył nas wcześniej swoimi materiałami średnio co dwa lata. Przyzwyczajony do tego faktu zacząłem wątpić, czy jeszcze coś pod tym szyldem się ukaże a jeśli już, to czy będzie to tak samo dobre, jak zawsze…

Od mniej więcej czwartego albumu zespołu, jakim był “Nocel”, zacząłem się zastanawiać, gdzie muzyka Nihila tak naprawdę wędruje i gdzie jest finał tej drogi. “Księżyc milczy luty” był niejako odpowiedzią na to pytanie. Furia rozbudowała na nim i zakorzeniła w sobie na dobre nekrofolkowy styl. Następnie przyszła epka “W śnialni”, która okazała się być wypadkową wyżej wspomnianego z fascynacją teatralną sztuką, co było pokłosiem występów w “Weselu” Jana Klaty. I to wywróciło wszystko do góry nogami. Okazało się, że zespół po raz kolejny poszedł pod prąd (oczekiwań fanów) i stworzył materiał odbiegający od furiowych standardów.

I właśnie ta teatralność w Furii niejako pozostała. Za każdym razem kiedy podchodzę do “Huty Luna”  i słucham jej od dechy do dechy jestem świadkiem spektaklu o wielkim, rodem z PRLu, kombinacie hutniczym, który pracując pełną parą dzień i noc buduje potęgę ciężkiego przemysłu naszego wspaniałego kraju. Widzę oczami hutników pracujących i wytapiających w tych nieludzkich warunkach stal (“Swawola niewola”, “Wracaj”) i widzę w nich nie tylko buntowników, którzy wzniecają rewolucję na placu wolności pod pomnikiem nicości, ale i sarmatów wzniecających pospolite ruszenie (“Na koń!”) w stronę uciech i gorzały. Jasne, interpretacja tekstów do których przyzwyczaił nas Nihil, to temat rzeka i tak naprawdę każdy odbierze je w sposób taki, jaki będzie chciał (…znajdziesz, wnikniesz, zrozumiesz i znikniesz… – “Zamawianie trzecie”). Jednakże niezaprzeczalnie Furii po raz kolejny udało się odtworzyć klimat Górnego Śląska, tym razem jednak idąc nie w stronę lasu, ale kombinatów hutniczych, gdzie w jednym z nich piec wisi gorący, a w nim słońce… 

A muzycznie? W końcu dostajemy album, na jaki każdy fan tego zespołu czekał. Wściekły i pełen furii… Zawieszony gdzieś między szaleństwem “I krzyk”, dekadencją “Martwej Polskiej Jesieni” a chłodem “Marzannie, Królowej Polski”. Muzyka na “Hucie Luna” w zasadzie od otwierającego “Zamawianie trzecie” galopuje niczym dziki koń po śląskim stepie, a pojawiajace się tu i ówdzie chóralne zaśpiewy tylko potęgują podniosłość tej chwili. Mnóstwo tu blastów, werbli i wspaniała praca basu. I do tego wokal Nihila i charakterystyczne furiowe riffy (z “Idź!” na czele) z grande finale pod postacią 27 minutowego kolosa jakim jest słuchowisko “Księżyc, czyli Słońce”…

Tak, po raz kolejny Furia nagrała kapitalny album, który z każdym kolejnym odsłuchem tylko zyskuje. Warto było tyle czekać.

Ocena: 9/10

Traclista:

  1. Zamawianie trzecie
  2. Swawola niewola
  3. Na koń!
  4. Wracaj
  5. Idź!
  6. Spanie polskie
  7. Zamawianie wirujących Sarmatów (czwarte)
  8. Maska masce
  9. Gore!
  10. Księżyc, czyli Słońce
Łysy
804 tekstów

Grafoman. Koneser i nałogowy degustator Browaru Zakładowego. Fan śmierć, jak i czarciego metalu, którego słucha od komunii...

Newsy

BongCauldron debiutuje

OracleOracle27 października 2017

2 komentarze

Skomentuj