Fresh Wounds to faktycznie świeża rana na brutal death metalowej scenie. Bo niniejsza EPka to ich pierwszy materiał w ogóle. I jak, był nam on potrzebny?
No świat bez niego wyglądałby pewnie tak samo jak i z nim, ale jeśli wypuszczenie „Deep Cuts” sprawiło, że duet z Teksasu poczuł się lepiej – dla mnie bomba. Cztery numery i dwanaście minut brutal slam death metalu to wystarczająca ilość jak na pierwszy raz, by wyrobić sobie o nich zdanie. A jest ono całkiem pozytywne. Ameryki nie odkrywają, jednakże mi sprawia przyjemność słuchanie tego materiału. Dużo morderczych zwolnień, ciężar, tradycyjne świniakowanie i brzmienie mielące kości słuchacza – oto czego możecie się spodziewać po „Deep Cuts”. Wszystko w kanonie gatunku i nie wychyla się ani na milimetr poza kanon gatunku. I fajnie, nie ma tutaj co kombinować – jest sowity i brutalny wpierdol, a takiego właśnie oczekiwałem sięgając po tę EPkę. Nie ma też co się nad tym zbyt wiele rozpisywać – wystarczy Wam pewnie jedynie pozytywna rekomendacja Orakla z Chaos Vault, żeby po to sięgnąć, ale tylko jeśli lubicie ten konkretny rodzaj muzyki.
No to zobaczymy, co dalej z Fresh Wounds. Ja im pokibicuję, bo czemu by nie. Fajny wpierdol.
Ocena: 7/10




