Connect with us

Szukaj, a znajdziesz...

Chaos Vault

Felietony

Podsumowanie roku 2022 według czytelników Chaos Vault – wyniki ankiety i opinie redakcji

I rok 2022 mamy z czapy. Działo się sporo. Sporo też fajnych płyt się pojawiło, wróciły koncerty i – standardowo już – dzbany wykazały się sporą aktywnością. Kto, co i dlaczego w zeszłym roku było the best, a co chujowe według Was macie poniżej… Endżoj.

Ef: Ziew. Poza Stillborn, Truchło Strzygi, Mag i Wij. W tym ostatnim wypadku dodatkowo plus za cover TON.

Pathologist: W Polsce w tym roku to faktycznie obrodziło w dobre, bardzo dobre czy też znakomite płyty. Moje top 3 to: In Twilight’s Embrace „Lifeblood” – świetny album, słuchany u mnie nieprzeliczoną ilość razy. Mag „Mag II Pod Krwawym Księżycem” – to co chciałem dostać, dostałem jeszcze lepiej i jeszcze ciekawiej zrobione. Piołun „Rzeki Goryczy” – dla mnie to spore zaskoczenie, bo jakoś nie obiecywałem sobie wiele po tym albumie, a dostałem coś może nie wyjątkowego, ale na pewno na niesamowicie wysokim poziomie. Płyty warte wspomnienia: Yfel 1710 – płyta nie gorsza od debiutu, słucha się znakomicie. Gorycz – nie mogło wejść, ale jak zaskoczyło, to krążek się kręcił bez przerwy. Ashes – jest dobrze, ale ten album wymaga jeszcze czasu. Devilpriest – takiego death metalu dajcie mi kurwa więcej! LamashtuCulthes des Ghoules coś mało aktywne, zastępstwo się, więc szykuje? Truchło Strzygi – jak nie jest mi z tym zespołem po drodze, to ta płyta całkiem fajna. Witchmaster – po dość przeciętnym poprzednim materiale, wrócili na dobre tory. Czort / AngrrsthCzort kiepsko, ale Angrrsth więcej jak znakomicie. Wij – wcześniej mi nie wchodziła ta muzyka, ale po nowej EPce zaskoczyło. Na koniec musze wspomnieć o pewnym rozczarowaniu – Mord’A’Stigmata znakomicie, ale mogli sobie wziąć na ten album jakiegoś wokalistę na umowę zlecenie i byłby album genialny.

Bart: Przyznaję, że ten rok był naprawdę dobry pod względem muzycznym, w tym na rodzimym poletku. Zwycięzca ankiety w ogóle mnie nie dziwi, bo to była jedna z najbardziej wyczekiwanych płyt i w większości zrealizowała pokładane w niej nadzieje. Choć podtrzymuję zdanie wyrażone w recce, że jakby cały album był tak dziki, jak kawałek tytułowy, to, parafrazując Docenta Fiutta, byłaby taka legenda, że ja pierdolę. Trochę głosów oddano też na Stillborn, które to jest moim własnym faworytem w tym roku. Rad jestem, bo podopieczni Grega zniszczyli tą płytką obiekty. Nie dziwi, że trochę osób wytypowało Piołun oraz Lamashtu, bo to dobre rzeczy, szczególnie to drugie. Fajnie, że w rankingu wspomniano też o Armagh, bo chłopaki wykonując całkowitą woltę stylistyczną stworzyli świetną płytę, która obecnie na polskiej scenie, jest praktycznie jedyna w swoim rodzaju. Obadajcie koniecznie. Osobiście tegorocznych sztosów z ziemi, TEJ ZIEMI, dorzuciłbym jeszcze nowego Maga, który szczątkowo przewinął się po ankiecie oraz debiut Gniewu. Szczególnie wskazać tu należy na Maga, bo „Pod Krwawym Księżycem” zawiera sztos na sztosie i przykuwa uwagę od razu. A no i Owls Woods Graves, choćby za kawałek „Idzie Diabeł”, przy którym aż chce się siać zniszczenie.

Łysy: Przyznaję. Ten rok totalnie położyłem jeśli w ogóle chodzi o słuchanie muzyki, zwłaszcza tej nowej. Jasne, kiedy coś nowego wydał mój faworyt od razu sięgałem po daną nowość, by ją dokładnie przesłuchać. Generalnie jednak do nowości podchodziłem jak pies do jeża i  mocno ograniczałem się tylko do jednej sceny (o tym w następnej kategorii). No ale skoro muss, to muss. 

Z polskich rzeczy słuchałem bardzo mało, ale chyba najbardziej porobiła mnie epka SexMaga “Żelazna dziewica”. Ja pierdolę, naprawdę kupuję i lubię ten prostacki death / thrash, strugi krwi tryskające na lewo i prawo z każdego utworu, orgie seksualne w tekstach i ogólnie całą tą ich groteskową otoczkę. Naprawdę w pizdeczkę jest to materiał, który jako jedyny przeciorał mnie niezliczoną ilość razy. Obok SexMaga w sumie w tym roku też – a jakże! – Stillborn pokazał mi, że im starszy jest tym lepszy… Może inaczej: wyjebane ma na trendy i robi swój prawdziwy, wulgarny i diabelski death metal. Taki, jaki powinno się grać. Fajnie, że wrócił też Witchmaster. “Kaźń” to naprawdę kawał black / thrashu, ale do takiej dziesięcioletniej ep “Śmierć” trochę mu jednak muzycznie – według mnie – brakuje. I kurna, w zasadzie tyle. Nie tykałem zupełnie nic z polskiej sceny czy tam nawet polskiego black metalu, bo ten jak dla mnie jest z roku na rok coraz bardziej nudny. Nie podnieca mnie Lamashtu, nie kręci mnie też Piołun… Za późno skusiłem się na taśmę “Sacrificate Sacrificum ImpiorumSodalicja a co za tym idzie odsłuch jeszcze przede mną ale czuję, że to będzie diabeł na jakiego właśnie liczyłem / liczę… Mord’a’Stigmata? In Twilight’s Embrace? Nie no, bądźmy poważni… Wędrujący Wiatr? Dobra, nie mam pytań…

Wojtuś: Witchmaster powiadacie? No niestety, ale mnie nie porwało. Co innego Wędrujący Wiatr! „Zorzysta staje oćma” stanowi małe dzieło sztuki. I nie mowie tu o przepięknym wydaniu a o samej muzyce, która porywa już w pierwszej sekundzie. Tak zgrabnie nagranego albumu nie było mi dawno usłyszeć. Przez ponad godzinę miałem ciary na plecach. Tak powinno nagrywać się atmosferyczny bm! Kolega wyżej na pewno, źle zabrał się za odsłuch tego krążka i plecie głupoty heh. Warto również napomnieć o Angrrsth, które wspięło na wyżyny swej twórczości, nagrywając dwa strzały do splitu z Czort. Reszty przez Was wymienionych albumów nie chciałem albo nie miałem okazji jeszcze przesłuchać.

Oracle: Ja mam zawsze ten problem, że zachwycam się w chuj wieloma płytami, a potem jestem zdziwiony że wyszły w tym roku, bo od czasu ich przesłuchania pokochałem masę nowych płyt. A ten rok był pod tym względem chyba jeszcze lepszy od poprzedniego. Strzały sygnowane znaczkiem Pagan Records – Mord’A’Stigmata, Yfel 1710 i Gorycz to są totalne sztosy. Morda szczególnie powróciła do wysokiej formy. Truchło Strzygi oraz Stillborn też nagrały super materiał. Bardzo dobrze zadebiutował Toughness… – oczywiście to wszystko podopieczni Godz ov War Productions. Świetnych rzeczy jak zwykle dostarczyło Malignant VoicesAshes, Piołun, Woods Owls Graves czy In Twilight’s Embrace kręciły się i nadal się kręcą bardzo często. Nie tylko black metalem stał ten rok. Świetnie weszła mi płyta HIV – o taki grindcore walczyłem od 1984 roku. Ze świetnym albumem powróciło Epitome. Rozjebała ponownie Hostia. Antigama! Przecież ten krążek to chyba najlepsze co ukazało się w tym gatunku w tym roku. Z bardziej klasycznych dźwięków – fajny pożegnalny album nagrało Merciless Death. Fajne albumy dostaliśmy od Distruster czy Wij. Skoro o Piranha Music mowa – drugi album Hydra pokochalem od pierwszego odsłuchu! Z zajebistą płytą uderzył ponownie Devilpriest! Fajny krążek wydał Kurhan – ale w chuj trudny. Co innego Witchmaster – na taki album od nich czekałem, bo jest to zniszczenie, jakiego dawno od nich nie dostałem. No i totalnie zajebiste albumy wyszły sumptem samych zespołów. Mowa tu oczywiście o Genius Ultor oraz Königreichssaal – szczególnie ten drugi zespół ma mój ogromny szacunek, będąc totalnie poza kręgami towarzyskimi tworzą wspaniałą muzykę. Jak widzicie, w chuj do wymieniania a i tak pewnie o czymś zapomniałem…

Ef: Kolejność dowolna: White Ward, Brutus, Ritual Death. Immolation to nigdy nie była moja bajka, więc nawet nie mam jak skomentować.

Pathologist: Za granicą też obrodziło w znakomite płyty. Dla mnie pierwsza trójca jest następująca: Misþyrming „Með hamri” – Islandczycy rozdali tym albumem, coś wspaniałego, ciężko się oderwać. Djevel „Naa skrider natten sort” – mało kto umie tak dobrze w klimatyczny black metal. Blackbraid „Blackbraid I” indiański black metal kupił mnie na całego, doskonała płyta. Płyt znakomitych było od cholery, ale kilka wspomnę bez wskazywania lepszych i gorszych. Ritual Death – jak na razie jestem kupiony, ale mam dopiero kilka przesłuchań za sobą. Deströyer 666 to nie jest jakaś wybitna płyta w ich dyskografii, ale to i tak kilka poziomów wyżej jak konkurencja. Blut aus Nord z wielkim zadowoleniem stwierdzam, że znowu udało im się nagrać coś wyjątkowego. Kampfar – pełne zaskoczenie, znakomity album. White Ward – niesamowicie klimatyczne granie, więcej mi nie potrzeba w długą zimową noc. Drudkh udał się im ten album wyjątkowo, będzie słuchane jeszcze długo. Gaerea – hejt mnie nie obchodzi, mi się ta płyta podoba. The Nest doskonała rzecz dla fanów niebanalnych dźwięków. I może niech to będzie na tyle. A co do waszych głosów? Szanuję, ale ani nowości do Immolation ani od Watain nie zrobiły na mnie większego wrażania.

Misþyrming

Bart: Podług czytelników Kejosa laur zwycięstwa należy się Immolation. Z jednej strony słusznie, bo to potężny album, ale z drugiej jest to tak oczywiste, że aż nudne. Pewnie, to kolos, ale jest dokładnie taki, jaki oczekujemy, by był. Dlatego osobiście nawet nie uwzględniałem go w rankingach i płytą roku w mojej ocenie jest słowacki Stangarigel „Na Severe Srdca”. Młodszy i bardziej black metalowy kuzyn Malokarpatan od razu skradł moje serduszko na tyle, bym nucił go niemal przez cały ten rok, a to nie zdarza się często. Dalej czytelnicy wskazali na Watain, Misþyrming, Deströyer 666 oraz, hah, Grand’s Belial Key. Pierwszych dwóch w ogóle nie słuchałem, Destroyer 666 uważam za album dobry i nic więcej, ale cieszy mnie pojawienie się GBK, bo zasługują na uwagę oraz poklask. W rankingu przewijali się jeszcze Satanic Warmaster, Corpsessed (pozdro dla Josepha:*), a nawet francuskie Vehemence. Cieszy, że nasi czytelnicy mają tak spory rozstrzał. Od siebie dodam, że sporo dokurwionych sztosów w kategorii śmierć metalu też się pojawiło, mianowicie Anticreation, Tzompantli, czy rzucające na kolana Blasphematory. No i australijska Krvna, która nieludzko mnie sponiewierała.

Łysy: Zagranicy w tym roku słuchałem zdecydowanie więcej, jeśli chodzi o nowości. W tym roku podzielę ową kategorię tylko na dwie części. Wszystko oraz muzyka z Trzeciego Świata. Zaczynając od początku pójdę zdecydowanie pod prąd czy to czytelników, czy też pozostałej hordy redakcyjnej w kwestii wyboru albumu tego roku. Więc krótko: Spiter “Bathe the Babe in Bats’ Blood”. Album, który rozłożył mnie starcie i kupił mnie całym sobą. Ma w sobie wszystko to, co na miano krążka roku zasługuje: odpalasz go i za pierwszym strzałem wiesz, że to najlepsza rzecz jaką dane ci było słyszeć tego dnia / tygodnia / miesiąca / roku. Diabeł, seks i black’n’roll to najlepsze co mogło mnie spotkać w tym roku zdecydowanie na płaszczyźnie ogólnie pojętego metalu. Dalej nie było wcale gorzej. Archgoat wydał, że tak powiem, tradycyjnie zajebisty materiał i tylko chciałoby się zapytać kiedy w końcu faktycznie “All Christianity Ends”? Wie to chyba Blut Aus Nord, które wydał swój jeden z lepszych w swej nowszej historii, o ile nie najciekawszy, materiał. “Disharmonium – Undreamable Abysses” to kawał soczystego, muzycznego horroru, który potrafił pochłonąć mnie na długie godziny. Co prawda nie zrobiła tego np. Deathspell Omega z “The Long Defeat”, ale podobała mi się bardziej niż poprzedni album Francuzów. Natomiast mocno moją gębę ucieszyła “Diaspora” Black Death Cult. Prymitywizm, bagno, dziwactwo… Kurwa, lubię to w chuj mocno, tak jak i debiut Hadopelagyal“Nereidean Seismic End”. Już split z Thorybos z przed dwóch lat pozamiatał, ale tegoroczny pełniak tego niemieckiego duo zaczął przywracać mi nadzieję, że jednak czarci metal ma jeszcze coś do powiedzenia. Tak jak i Kwadre Droes, które chyba nigdy mnie nie zawodzi. Ep pt. “Groeten Vanuit Gene Zijde” to już klasyczne dziwactwo w wykonaniu tego zespołu. I w to mi graj, bo lubię tych typów i ich wariactwa na zakrystii z pijackimi zabawami i nagimi zakonnicami na czele. Na czele, chciałbym ale nie postawię jednak trzeciego albumu Mispyrming. “Með hamri” to zajebisty materiał, ale… więcej w recenzji, którą spreparuję niedługo… No i kurwa przede wszystkim i prawie ponad wszystko split Grave Upheaval / The Funeral Orchestra “Inexistentia” – gruz ponad wszystko! No i jeszcze może Blood Chalice – “The Blasphemous Psalms Of Cannibalism”, Triumvir Foul – “Onslaught To Seraphim”… a także albumy Ritual Death, Satanic Warmaster (choć nie tak do końca, ale nadal to Satanic Warmaster), Qrixkuor, Harvest Gulgaltha (lekkie rozczarowanie, ale prawie równie dobre, co debiut), Sépulcre, Devil Master… I jeszcze dobrze zrobiły mi kapitalna “Close” Messa oraz Imperial Triumphant “Spirit Of Ecstasy”

Aparthiva Raktadhara

Osobna kategoria to muzyka z Trzeciego Świata (w oddanych głosach ktoś w końcu zaczął dostrzegać zajebistosć tego regionu świata, prawidłowo!), gdzie prym w tym roku wiodło u mnie Vadhakarmadhikarin. “Vikramana Mahamedha Sandhya” to absolutny, noisowy terror dźwiękowy. Jasne, mógłbym odpalić उत्सर्ग (Utsarg) z tegorocznym “आ​ह​ु​त​ि”, wbijając łeb w ścianę noisu absolutnego, ale nie w tym rzecz. Vadhakarmadhikarin śmiało mogę postawić obok Tetragrammacide jako jednego z głównych siewców sonicznego terroru! Nie zawiodła mnie też w tym roku Aparthiva Raktadhara z debiutanckim “Adyapeeth Maranasamhita (আদ্যাপীঠ_মরণসংহিতা)”. I choć harsh/noisu tutaj jak na lekarstwo, to duch Morbid Angel i Angelcorpse pokazuje się tu w całej okazałości. Dalej, zajebisty split Brahmastrika z Necrodeity, gdzie ten drugi zdecydowanie kasuje tego pierwszego, choć jako całość niszczą wszystko dookoła. W przypadku Necrodeity dorzuciłbym kompilację nagrań demo i taśmy z zapisem z kilku koncertów na której słychać i widać jak ma wyglądać czyste, death / black / noisowe zło! A skoro o złu mówimy. Konflict z wydaniem winylowym “Subjugation I & II” (pierwotnie materiał ukazał się w 2021 roku, więc naginam trochę czasoprzestrzeń – przyp. Łysy) pokazał w tym roku jak ma wyglądać prawdziwy terror i zdehumanizowanie tego świata. Czyste szaleństwo, a gdzie tam panie jeszcze taki Abhyutthan… Trzeci Świat rządzi!

Wojtuś: Wiadomo, ze Baise Ma HacheDevotio„. Żabojady po raz kolejny udowodniły, że kto jak kto, ale oni potrafią w pradawną sztukę black metalu. Idąc dalej… spierdoks metal w czystej postaci, czyli Spiter i ich „Bathe the Babe in Bats’ Blood”. Prawdziwy black punk odegrany po wypiciu 2 tanich win i spaleniu ramy szlugów wątpliwej jakości. Designated Shitting Streets dostarczyly nam za to prawdziwy war metalowy wpierdol w postaci dema Necrodeity i splitu Brahmastriki z wyżej wspomnianą kapelą. Kąpiel w Gangesie murowana. Zresztą jak wam mało to poczytajcie wpisy Łysego. On po prostu już jedną nogą w tej rzece stoi. Goatsmegma również nie zawiodła i obiła mi mordę swym „Goat Separatist
Movement
„. A o tym, że Grand Belial’s Key ze swoim „Kohanic Charmers” powrócił w glorii i chwale Maryi zawsze dziewicy chyba nie muszę wspominać? O Szatańskim Mistrzu Wojny się nie wypowiem, bo premiera była przed chwilą hehe.

Oracle: Kategoria „świat” to już w ogóle osobna sprawa, bo nie ma możliwości przesłuchania choćby 21,37% tego co się ukazuje. Mam olbrzymie tyły w tej kategorii, ale czegoś tam słuchałem. Może zaczniemy od rzeczy nowszych i będziemy się cofali do początku roku. Mispyrming wydał album niemal na sam koniec roku, a mimo to znalazł się w czołówce. Ja jestem ich totalnym maniakiem i mnie akurat ta płyta poskładała. Podobnie jak Jade – a założę się, że z Was wszystkich czytających te słowa zapoznało się z nią może kilka osób. Olbrzymia szkoda. Tradycyjnie bardzo przypadł mi do gustu krążek Majestic Mass. Wspaniały album nagrało Darkher – rozpływam się, ilekroć słyszę te dźwięki! Z doskonałą płytą powróciło Imprecation. Z podobnej mańki – Blapshematory. Młodziaki z Astral Tomb też pokazali klasę. Przecież to jest kurwa miazga. Świetny album wydali Włosi z Abhor. Na kolana rzucił mnie totalnie debiut Trinitas. Inny black metalowy sztos to Eschatology oraz album Darvaza. Nowy album White Rune, White Ward tak samo, skoro już o kolorze białym mowa. Oczywiście dojebane materiały sygnowali Turcy z Persecutory. Podobnie jak Sacrilegia, Rotheads, Weregoat, Slægt... Jeśli chodzi o klasykę – Protector wydał chyba jedną z najlepszych płyt w całej karierze. Wasz wybór roku – Immolation – oczywiście tak samo zgniótł wszystko. Dojebany krążek wypuścili Portugalczycy z Holocausto Canibal. A przecież to wszystko to zaledwie promil tego, czego się słuchało, nie?

Ef: w zasadzie zero. Ale zwycięstwo Black Silesia nie dziwi.

Pathologist: Koncertów to nie zaliczyłem wiele w tym roku, ale Darvaza w Krakowie rozłożyła mnie na łopatki.

Bart: Zwycięzca jest dla mnie oczywisty, bo tegoroczna edycja Black Silesia Festival była takim rozpierdolem, że zrywało dachy z domów. Michał stanął na sutach i wykreował taki skład, że szczęka opadała. Jeśli dorzucić do tego przyjemne biwakowanie w lasku obok, świetną ekipę oraz totalny, absolutny luz, to mamy istne paradizo. Zaraz za BS na podium uplasowało się Summer Dying Loud, na którym niestety nie byłem, ale relacja obejrzana na What De Fuzz (tutaj ukłony dla Nadredaktora) nie pozostawiała wątpliwości, że było to miłe Panu i miłosierny jest on, że obdarzył nasz kraj takim sytym festem. O dziwo Mystic pojawiał się w głosowaniu dość rzadko i tylko w kontekście poszczególnych występów, nie zaś całości, hehe. Wspomniano też koncert Wisielca w Jeleniej Górze, co cieszy, bo cały gig udowodnił, że w Karkonoszach jest miejsce i chęć na METAL, że Sznur sieje deprawację na żywo, a zespół Necrosedes należy nie zapraszać nigdzie. Od siebie dołożę jeszcze fenomenalny koncert Church of Doom we Wrocławiu, na który poszedłem ot tak, z czapy, a gdzie mnie zaorano, przerzuto i wypluto. Mag, Hydra, a przede wszystkim Abysmal Grief skradli me serce, jak cygan rower. Cudowne.

Łysy: Króciutko: Zdecydowanie i ponad wszystko SexMag w łódzkiej Woolturze, a potem piąta edycja Black Silesia Festival oraz Black Danzig i koncert Mercyful Fate w ramach Mystic Festival.
Wojtuś: Jak co roku… przelew od zarządu Black Silesii przyszedł to i nagroda za koncert roku wpadła. A najbardziej to ja bawiłem się na kolejnej edycji Black Danzig.

Oracle: Zmiany zawodowe wpłynęły chujowo na aktywność koncertową, chyba najgorszy mój rok pod tym względem. Tak samo jak Pathologist, zachwycony byłem koncertem Darvaza w Krakowie – zresztą cały zestaw kapel tego wieczoru zmiażdżył, podobnie jak w Katowicach na Death Worship. No i urodzinowy wyjazd z Epitome, ale to już bardziej cała wycieczka, hehe… Generalnie jak już wyszedłem z domu, to nie narzekałem, że koncert chujowy.

Ef: W sumie trochę tego było w tym roku. W sumie w moim przypadku jakieś wydarzenia (niech to będzie nowa płyta) ze strony Behe i Darskiego wywołują kompletnie NIC.

Pathologist: Kupa roku to u nas była do przewidzenia. I ja popieram fakt dość przytłaczającego zwycięstwa nowego „dzieła” pana Darskiego. Muszę jednak przyznać, że przesłuchałem ten materiał parę razy i uważam, że jest on i tak lepszy od poprzedniego gniota. Nie przestaje mnie jednak zadziwiać, jak muzyka tak przeciętna i mało interesująca, może być tak promowana… Biznes się kreci…

Bart: Osobiście nie słuchałem niczego, co wywołałoby we mnie odruch wymiotny (może tylko Siksa na żywo, jprdl pomyłka i dno), więc tutaj się nie wypowiem. Czytelnicy za to wskazali na nowego Behemotha, a zaraz na podium przewija się In Twilight’s Embrace oraz, co ciekawe, Gołoledź, która z tego, co widziałem jest li i jedynie memem muzycznym. Dziwi mnie trochę też typowanie Truchła Strzygi oraz Wija. O ile rozumiem, że Truchło dostaje po uszach za trasę z Siksą, o tyle „Gwiezdny Demon” słucha się naprawdę przyjemnie, choć już nie porywa tak, jak debiut. A nominowanie Wija, to już całkiem dziwne, ale pewnie najebani głosowali niektórzy i stąd taki wynik. A i serio, Owls Woods Graves, jako kupa?

Łysy: Nie wiem co to ta Gołoledź, nie wiem też jaka kupa w tym roku w Polsce mogła dominować, bo najzwyczajniej w świecie mało polskiej muzyki słuchałem w tym roku, by w tej kwestii się wypowiadać, a jebać dla samego jebania to nie tutaj i nie tak heh… Chociaż ok, jednak jest jeden kwiatuszek i to właśnie z Wami w tym roku się zgadzam. Fani będą bronić rękoma i nogami, groźbami czy wyzwiskami, ale “Opvs Contra Natvram” to najzwyczajniej w świecie chujowy do cna, plastikowy kałmetal dla sezonowców, którym staje na samo słowo Behemoth. Sorry, ale jest to ładnie opakowane, wtórne copy pastowe dziadostwo, właśnie dla sezonowców dla których metal kończy i zaczyna się na Behemoth, Slayer, Metallica etc. itd. itp… No ale, że w zestawieniu też ktoś wskazał Wij? Ogłuchliście do chuja?

Wojtuś: Będąc całkowicie szczerym, to jakoś wielu okazji do zabawy stolcem w 2022 nie miałem. Udało mi się przesłuchać nowy Behemoth całe 2 razy i miałem po prostu dość. Psycha siada i człowiek dostaje nudności. A idź pan z takim, z takim tym… Waszą uwagę przykula również Gołoledź. Nazwa fenomenalna także tutaj parę innych klawych nazw jakbyście nie mieli pomysłu, jak nazwać swój hord: ślizgawka, pokrywa lodowa, oblodzenie i szklanka.Co do samego albumu. W jednym z wałków Pan wokalista wykrzykuje „dość mam już tego” i to idealnie podsumowuje ten krążek.

Oracle: No co, Behemoth jest chujowy, przewidywalny i nic nie poradzisz, choćbyś nie wiem ile kutasów wstawił na instagram. Staram się raczej nie zawracać sobie głowy kupami, śmieszy mnie natomiast zawsze, jak jakiś zespół się obrusza za słabą recenzję. Wtedy z zespołu przeciętnego robi się od razu jednak „kupa”.

Ef: Kreator i Dark Funeral – postawił bym na szczycie tej listy. Deströyer 666 nagrał sobie po prostu płytę do koncertowania a nie chujową.

Pathologist: Kupa z zagranicy Deströyer 666 no kurwa serio? To nie jest jakaś wybitka płyta w ich dyskografii, ale i tak jest to klasa i poziom nieosiągalny dla większości kapel obracających się plus minus w takich klimatach. Ja natomiast większego stolca nie zarejestrowałem. Ot jak zawsze : dużo przeciętności i zawiedzonych oczekiwań.

Bart: Na pierwszym miejscu Deströyer 666. Hah. Dla mnie ich nowy album, to po prostu zbiór hitów na koncerty, i to całkiem dobrych, ale nic więcej. Do zapomnienia, ale uważanie tego za kał roku nasuwa konkluzję, iż ktoś liczył na objawienie pokroju „Wildfire”. No cóż, nie ma tak dobrze. Dalszych głównych nominowanych, czyli Kreatora, Dark Funeral oraz nowe Darkthrone nie skomentuję zbytnio, bo ich nie słuchałem, ale i bez tego jestem w stanie powiedzieć, że na pewno Kreator nagrał kał wielki, rzadki i chujowy.

Łysy: Nie wiem, nie słuchałem niczego takiego. Jedynie mogę być szczerze mówiąc rozczarowany nowym albumem Dødsengel. Nie dość, że “Bab Al On” ciągnie się niemożebnie długo, to jeszcze w pizdu zanudza. No nie, nie tak to widziałem.

Wojtuś: Może nie kupa, ale spory zawód: Darkthrone. Tak to nic nie odnotowałem.

Oracle: Nie wiem o chuj chodzi z tym Deströyer 666 w tej kategorii… Przesłuchalem kilka razy i serio – bardzo fajna płyta, chyba lepsza niż poprzednia. Nowy Darkthrone taki o, obleci. Kreator już przyzwyczaił, że wydaje coraz gorsze albumy i celuje chyba powoli w target jakim są nabywcy wydawnictw Napalm Records… W ogóle spora ilość legend, szczególnie thrash metalowych powinna dać sobie powoli chyba już spokój z graniem.

Ef: Nic w sumie jakoś specjalnie mnie ruszyło. Wydaje mi się natomiast, że bardziej by oddawało rzeczywistość pierwsze miejsce, gdyby je uzupełnić o frazę „przed Luczykiem”.

Pathologist: Nie lubię się wkurwiać, ale Putin chuj i mam nadzieję, że szybko zdechnie.

Bart: Śmierć Romana na pierwszym miejscu. Fakt, Wieszcz odszedł od nas pozostawiając jednak kawał fantastycznej muzyki i to cieszy. Bardziej wkurwiające były akcje dookoła niego, choćby wysryw Kowboja, za który zasługuje na naplucie w twarz. Dalej w rankingu czytelników są ceny płyt, inflacja i ludzie. Oj jak się zgadzam, szczególnie z czynnikiem ludzkim, który w tym roku wyjątkowo podbił mi poziom nienawiści. Co ciekawe, jako wkurw przewinęła się też w ankiecie wojenka Klerycy/Noise vs Maria Konopnicka, ale o tym przy Dzbanie Roku. I zamknięcie Bazyla w Poznaniu zdecydowanie było sporym ciosem. Szkoda klubu, pamiętam koncert Marduka tam. Było dziko.
I chciałbym tu serdecznie pozdrowić tego jednego głosującego, który napisał, że nic go nie wkurwia i życie jest piękne. Na swój sposób bardzo mnie to pokrzepiło.

Łysy: Śmierć Romana Kostrzewskiego. Zdecydowanie za szybko gość odszed ale taka kolej losu…  Zamknięcie Bazyla… Nie wiem, czy to znak takich chujowych czasów, czy też ludzie są pierdolnięci, bo im wszystko przeszkadza, czy coś innego… I ogólnie człowiek. Jego postępowanie i ogólne zidiocenie. Serio, niech to wszystko pierdolnie… chociaż nie, patrząc na historię ludzkości i tak wszystko się powtórzy… a i jeszcze Dunkelheit Produktionen za lecenie w chuja z winylem Kapala… kurwa, to już ponad rok z okładem…

Wojtuś: Inflacja, śmierć Romka.

Oracle: No cóż, czy można się wkurwiać na śmierć Romana? Powiem tak, w przypadku raka to raczej nie powinien być wkurw, a Roman odszedł w glorii tak naprawdę, przez co kilku osobom popękały dupy totalnie i wykazali się nie tyle dzbaństwem co skurwysyństwem. No ale co, przynajmniej kilka metaluwek mogły sobie porobić zdjęcia na pogrzebie i podbić followersów na instagramie.

Ef: Sporo tego. Nawet mi się nie chce wymieniać.

Pathologist: Poza metalem co zwykle, nic się nie zmienia od lat.

Bart: Podług Was, moje Misie, to pop, rap, techno, klasyka, jazz, folk. Czyli wesoła mieszanka, jaka i królowała choćby u mnie. Jak zwykle katowałem w chuj Prodigy, ale zaskoczeniem był dla mnie nowy album Sanah. Przepiękne muzyczne doznanie. Cieszy, że nasi czytelnicy nie zamykają się w obrębie jednego gatunku, a chętnie sięgają po inne owoce z muzycznego drzewa. Ktoś nawet wskazał na muzykę z gier, czemu muszę przyklasnąć, bo sporo się jej u mnie też przewijało. Tradycyjnie kawałki z serii Borderlands, trochę też patosu z Blasphemous, ale wdeptał mnie soundtrack do gierki Final Vendetta będący hołdem dla elektroniki z lat 90tych. CUDOWNE!

Łysy: “Trzy siostry” Wędrowcy~Tułacze~Zbiegi oraz Kazimierz Staszewski pod postacią Kazik Na Żywo, Kazik i Kult, ale tylko sama klasyka tegoż artysty do początku nowego millenium. Potem to już to nie to co kiedyś… a skoro kiedyś, to tradycyjnie polska / zagraniczna zimna fala i polski / zagraniczny rock i punk z Crass na czele. Chwilowa i chujowa fascynacja rapsami minęła na szczęście bezpowrotnie. Detoks udał się zdecydowanie, więc dla chillu włączam już tylko radio NRK Jazz albo Radio Swiss Jazz.

Wojtuś: Bardzo dużo Rope Sect, Bohren und der Club of Gore, WTZ, Akira Yamaoka i DXRK. Powolutku przesłuchuję również wszystkie składaki Thunderdome ( Thunderdome XIII The Joke’s On You” najbardziej lasuje czerep)

Oracle: Niezmiennie to samo, wzbogacam płytotekę o klasykę i tytułu, o jakie byście mnie nawet nie podejrzewali.

Ef: W moim wieku jedyne na co czekam, to kiedy skończy mi się krokomierz życia.

Pathologist: Czekam na parę płyt, czekam na parę koncertów. Zobaczymy co w tych pojebanych czasach życie przyniesie.

Bart: nowe Black Silesia Festival, co? Na szczęście będzie i wiem, że będzie dokurwione. Czekam też na Metal Mine Festival w Wałbrzychu, bo poprzednie edycje wspominam bardzo ciepło, a line up nadchodzącej zwiastuje dobry wpierdol. Sporo też jest życzeń płytowych, to od razu zdradzę, że nowy Sznur nadchodzi i będzie gruby. Taki akurat do powieszenia się albo napierdalania po pijaku innych osób. Od siebie powiem, że życzę sobie, by 2023 rok dał mi odpocząć. Obecnie miałem jazdę bez trzymanki, zaś po przyjściu na świat pierworodnego jest taki hardkor, że głowa mała. I naprawdę chciałbym, by przyszły rok pozwolił odsapnąć, by naprawdę nacieszyć się życiem oraz samotnym wypadem w góry. I życzę sobie byśmy z doborową ekipą znów spotkali się na Black Silesii, bo to dawało wiele, oj wiele dla zmęczonego umysłu.

Łysy: Atak Kolkata Inner Order Propaganda ze zwielokrotnioną mocą sonicznej zagłady z nowym Tetragrammacide na czele i ogółnie wincyji harsh / noisu kurwa, wincyji ! A także Never Surrender Festival III (tym razem być musi!) i Black Silesia Festival VI i więcej zdrowia…

Wojtuś: Abym dalej żył w zdrowiu, jak i cała oczywiście moja kochana redakcja, by płyty były dobre, mniejszej inflacji, smacznej wódeczki i żeby wreszcie udało się człowiekowi pojechać na ten jebany Never Surrender.

Oracle: Aż Luczyk się wypierdoli i sobie ten głupi luczykowy ryj rozwali, najlepiej w czołowym zderzeniu, gdy pasażerem będzie ten zjebany kutas od „Kat Historia”, a w drugim samochodzie będzie kilka osób znanych z życia politycznego. Nie przeżyje nikt, będzie wspaniale.

Ef: Zaczyna mnie nużyć, że pan luczyk trololo, jest ciągle na topie. To jednak jest coś na co czekam / liczę w przyszłym roku. Mam więc nadzieję, że w 2023 roku pan luczyk doświadczy niezrozumiałych dla niego zbiegów losu, niespodziewanych zdarzeń i podejrzanych działań w wyniku których straci możliwość używania gitary. Maks co mu zostanie z uczestnictwa w muzycznej branży to gospodarz „Jaka to melodia”. Dodatkowo nabawi się tiku, który będzie objawiał przez niekontrolowane wykrzykiwanie przez luczyka fraz „KAT to Kostrzewski”, „Szanujcie spuściznę Romana” i „Tanio zapładaniam krowy”.

Pathologist: Wiecie co mnie wkurwia najbardziej? To, że usiłuję się odciąć od wysrywów intelektualnych największych dzbanów metalu, ale jak w przypadku Nergala i Glacy to mi się w miarę udało, tak gówno kręcone przez tą tępą ludzką glistę Luczyka zawsze jakoś wylezie w mediach społecznościowych. Błagam cię człowieku zniknij z życia publicznego, zaszyj się w jakiejś norze i dokończ tam swój marny żywot. Kulturalnie proszę.

Bart: HA! Rubryka, na którą chyba wszyscy czekali. W tym roku bezapelacyjnie wygrał sam Kałboj. Zasłużenie, bo o ile buranie się o „ukradnięte” riffy jest nieszkodliwym pierdololo, o tyle to, co pojawiło się w mediach społecznościowych po śmierci Romana jest obrzydliwym wysrywem małego, zakompleksionego człowieka, który jedyne, co może robić, to pisać takie chujstwa, bo inaczej wszyscy by o nim zapomnieli. HRGGHHHHHHH TFU!

Dalej w rankingu jest Nergal, ale to już chyba tradycja. Ciekawe są natomiast dwie ostatnie pozycje, jakie najczęściej wpisywaliście, czyli, tradycyjnie już Krzysztof Słyż oraz debiutujący, Weltrowski z Kleryków. Miejsce dla Słyżtofa jest tutaj w tym roku wyjątkowo zasłużone, głównie za szereg obrzydliwych, dziaderskich oraz całkowicie oderwanych od wszelkich norm kultury oraz rozumu wysrywów, czego apogeum była dyskusja po śmierci Venoma z Xantotol (a i potem trafiały się też dobre kwiatki). Jak wcześniej były to tylko jakieś pierdy, to w tym roku już wyjątkowo mocno peron odjechał. Szkoda, bo widać, że nie jest to jakiś chłopek zza zagrody, ale wypowiedzi mówią same za siebie. Inną kategorią jest Weltro, który za nakręcenie wojenki z Marią Konopnicką wylądował w naszym rankingu. Od razu wskażę, że Maria Konopnicka też się pojawiła w głosach, ale jednak Jaśnie Oświecony Bloger wygrał, głównie za nakręcanie gównowojenki o elityzm, w sytuacji, gdy ona już dawno wygasła, i co zabawniejsze wypominanie go innym, gdy samemu się go kreuje w dość jaskrawy sposób. Akurat ostatnio u jednego znajomka była dokładnie o tym rozmowa też i sam zainteresowany nadal podtrzymywał swoje stanowisko. Cóż, fikuśnie.

Z innych typów trafiło się nieironicznie kol. Oracle’owi. Wojtek uważa, że to za szkalowanie lansowania się na grobie Romana, ja tam obstawiam, że to raczej ktoś z prawej strony metalu. A propros, nie uszedł uwadze jeden głos oddany zapewne przez jakiegoś sfrustrowanego stulejarza. Cieszy nas wielce, że zaczyna się o nas mówić i docenia się nasze wysiłki. Dziękujemy i życzymy, by mama w końcu pozwoliła wyjść spod fartuszka!

Łysy: Wielbię tą kategorię. Co roku dostarcza mi ona takiego instantrakcontentu, że aż sam sobie się dziwię. Wybór według Was w tym roku jest zdecydowanie oczywisty i z tym wyborem zdecydowanie się zgadzam. Ta nagroda w zasadzie powinna być przyznana już dożywotnio właśnie temu błaznowi. Nie ważne co zrobił i co jeszcze zrobi.Wiadomo jednak, że nie ważne jak to zrobi i tak pokaże swoją stulejarność. Na starość ludziom się odkleja i to źle wróży na przyszłość, co pokazał też m.in. Pan Kleryk (i jego koledzy z Noise Magazine), smarując Marię Konopnicką za to, że ten jara się jak dzieciak na festiwal na którym zagrają zespoły spoza gównianego mainstreamu promowanego przez Kleryka właśnie. Kurwa, piaskownica i kabaret do potęgi n-tej. Napisałem więcej na ten temat ale po dłuższym zastanowieniu się stwierdziłem, że szkoda bajtów na tą imbę. Jednak napiszę, że czytając i jednego i drugiego widzę chociaż przynajmniej kontrast, między wymuszonym byciem cool i kreowaniem się na alfę i omegę sceny (kleryki i nie tylko one) i nie do końca rozumianą pasją (konopnicka i nie tylko on), co tylko mocniej mnie utwierdza w przekonaniu, że fejsbók jak i cała ta scena jest spierdolona i pełna patologicznego samouwielbienia. Im więc szybciej ten świat pierdolnie i zdechnie w wykurwiscie podłej agonii (za karę), tym kurwa lepiej dla niego. W tym roku 2 głosy zebrał też Northazerate za to, że – jak uzasadnia wybór czytelnik – hipsterski metalowy neofita i stulejarz robi z siebie influencera metalu oraz cała redakcja Kejosa… No kurwa, dziękujemy!

Wojtuś: Redakcje zaorać i posadzić rdest! Internet odciąć najlepiej w całej Polsce i przesyłać sobie wzajemnie lodowe sztylety. ALBO NIE! Informuję, że w przyszłym roku redakcja Chaos Vault otwiera freak fightową federację, gdzie w formule MMA będą pojedynkować się takie znakomitości jak Maria Konopnicka, Klerycy, redakcja Metal Musick Attack i wszyscy inni wytypowani przez Was! A że dzbanów jest sporo, to oczekujcie wielu wymyślnych walk!
A co do Luczyka z zespołu Skrzat. Czekamy na tournée po kraju, bo lista osób, która chciałaby pogadać z tym panem twarzą w twarz, jest dość spora.

Oracle: No cóż, nie po to wymyślaliśmy nagrodę Dzbana im. Luczyka, żeby nie trafiła – zasłużenie – do Luczyka. Nawet mi się nie chce już strzępić ryja, jaka to jest kurwa, liczę, że odlejemy się mu wkrótce na płytę nagrobną. Może nawet metaluwy zrobią sobie zdjęcie i na jego pogrzebie, na pewno podbije serca followersów. Jako, że raczej nie wchodzę w wojenki między kolegami, nie udzielałem się za bardzo w internetach w tym roku i obserwowałem z boku, ale podskórnie czułem, że Mój Księgowy znajdzie się w tym roku na podium albo blisko. Widzisz Krzyśku – nawet nie wzięliśmy za to piniendzy, a znów jesteś na Kejosie, witam gorąco, hehe! Prześcignąłeś mnie również w wyścigu do podium w moim webzinie, coż – następnym razem metaluwki pogrzebuwki skrzykną więcej znajomych i jednak mi się uda. Generalnie to ja codziennie znajduję nowe nominacje do bycia dzbanem roku, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że jedynym wyjściem jest śmierć cieplna wszechświata.

Autor

680 tekstów dla Chaos Vault

Grafoman. Koneser i nałogowy degustator Browaru Zakładowego. Fan śmierć, jak i czarciego metalu, którego słucha od komunii...

2 komentarze

2 Comments

  1. Hans Kloss

    1 stycznia 2023 at 21:42

    cyt. z Łysego:” Wij? Ogłuchliście do chuja?”
    No więc właśnie. Jeżeli komuś się wydaje, że wystarczy wziąć dziewoję z głosem jak syrena okrętowa i przy jej pomocy naśladować Royal Thunder aby grać dobrą muzę, no to go kurwa informuję że jest w tzw. mylnym błędzie. Nie, nie wystarczy. W pełni popieram więc i się solidaryzuję z bezkompromisowym stanowiskiem tow. Łysego, który w ten sposób awansował na mojego ulubionego ulubieńca wśród załogi kejosa.

  2. marduk

    2 stycznia 2023 at 10:36

    Czytuje oba magazyny (Noise i Musick) ale jestem z obu dwa lata do tyłu. Ktoś mnie oświeci o co poszło z grubsza?

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecamy jeszcze

A-E

Kontakt: Choroszcz Mam problem z tym materiałem. Internety w postaci tych kilku recenzji chwalą. Rozpływają się nad klimatem, który ma wyzierać z tego krążka....

K-O

Wydawca: Piranha Music Bardzo, ale to bardzo czekałem na kolejne wydawnictwo od zespołu Mag. Pierwsza płyta niespodziewanie zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Czy tak...

P-W

Wydawca: Ancient Dead Productions Oracle: No i mamy pierwsze 10/10 w tym roku z mojej strony. Powiedziałbym, że dziękuję i można się rozejść, ale...

Newsy

W wieku sześćdziesięciu lat zmarł Vika – Zbigniew Wróblewski. Był współzałożycielem Vader – nie nagrał jednak z zespołem żadnego materiału. Poza Vader udzielał się...