Skip to main content

Wydawca: Nuclear Winter Records

Eskhaton nie jest może nazwą wybitnie wydumaną, jednak słuchając ich debiutu odnosi się wrażenie, iż jest nad wyraz trafna, bo wraz z zapuszczeniem „Nihilgoety” rozpętują się prawdziwie apokaliptyczne obrazy.

Omawiany dziś zespół to Australijczycy, którzy za punkt honoru obrali sobie mordowanie maluczkich dźwiękiem – obskurnym, mrocznym death metalem. Wywiązują się ze swego zadania wybornie, bo burza jaka nadchodzi wraz z ich utworami godna jest wzmianek we wszystkich kanałach informacyjnych. Na początek denerwowało mnie brzmienie, które nie jest do końca zbyt klarowne, lekko zapiaszczone, ale chyba przez to właśnie zyskuje na barbarzyńskiej intensywności. Eskhaton gra muzykę kurewsko dosadną, nie znajdziecie tutaj ani jednego zwolnienia, jednak nie można powiedzieć, iż jest to szybkość dla samego bycia szybkim, czy brutalnym dla samej brutalności. Jeśli miałbym Wam przybliżyć, z czym mamy tutaj mniej więcej do czynienia, byłoby to na przykład Azarath, Incantation (ale to głównie za klimat tej płyty), ale i odrobina brazylijskiej jazdy oraz Morbid Angel z okresu „Abominations Of Desolation”. Co zaś się tyczy pałkera – gość niszczy obiekty, jak to mawia młodzież. No i ten sound… po przyzwyczajeniu się do niego, nie ma się już wątpliwości, że tak musi być.

Takimi przymiotami charakteryzuje się właśnie „Nihilgoety”. Wszystko razem zusammen do kupy wzięte daje nam monstrualny kawał death metalu wprost z diabelskiej piwnicy.

Ocena: 8/10

Tracklist:

1. Intro
2. Transcendental Interstice
3. Xenolith of Doom
4. Spacequake
5. Antimission
6. Nihilgoety
7. Exoverse Assassin
8. Poltergeist Possession
9. Manipulatime Descent
10. Megaloport
11. Blackoutro
Oracle
16832 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Skomentuj