Wydawca: Cyclone Empire Records
Z nową propozycją przybił do naszych brzegów szwedzki Ereb Altor. Za pasami topory, twarze skryte za gęstą brodą, w dłoniach dzielnie dzierżą rogi wypełnione miodem pitnym czy co tam Wikingowie piją. A z głośników – oczywiście – viking metal.
Bo muzycy Ereb Altor wychodzą z założenia, że jak palić, rabować i gwałcić obce landy to tylko przy dźwiękach Bathory lub jego wiernych naśladowców. Sami też podążają ścieżką wyznaczoną przez Quorthona, nie zbaczając z niej ani na milimetr, przy czym zdarzają się im wycieczki w black metal i tu za przykład posłuży mi numer tytułowy. W ogóle jakby trochę więcej tu inspiracji w stylu wczesnego Enslaved niż na poprzednim krążku, ale wciąż nie ma tego wiele. Przeważająca część „Nattramn” to klasyczne granie pod tę jedną, oczywistą inspirację. Gitary suną nam jak galera napędzana siłą mięśni, wzniosłe, czyste wokale ulatują ku niebu, na którym gromadzą się ciemne burzowe chmury. I gdy kapela postanawia grać trochę ciężej, mocniej to z tych chmur biją gromy. Prawda, że piękna wizja? Ano piękna, zwłaszcza jeśli jest się fanem viking metalu. Ja co prawda nie jestem, jakoś jednak ten Ereb Altor mnie nie odpycha. Z drugiej strony, nie wiem co mogę Wam jeszcze na temat tego albumu napisać. Przyznam, że poprzedniego już nie pamiętam, choć kojarzę, że mi się podobał i że grali viking metal. Coś czuję, że za rok to samo będę potrafił napisać o „Nattramn” i niewiele więcej.
Zasadniczo, swojego stosunku do Szwedów nie zmieniłem po odsłuchaniu ich piątej płyty – ani na plus ani na minus. Dobra muzyka. Viking metal.
Ocena: 7/10
Tracklist:
1. THE SON OF VINDSVALR
2. MIDSOMMARBLOT
3. NATTRAMN
4. THE DANCE OF THE ELVES
5. DARK WATERS
6. ACROSS THE GIANT’S BLOOD
7. THE NEMESIS OF FREI




