Gdy dostajesz płytę z Krakowa, a w opisie widzisz, że zespół gra ponoć symfoniczny death metal, jesteś pełen obaw, że to jakiś side projekt ludzi z Thy Disease. A tu niespodzianka. Ludzie całkowicie mi nie znani.
Drugą niespodzianką jest to, że Ennorath nagrało całkiem w prządku materiał. Nawet wbrew okładce, bo patrząc na nią spodziewałem się najgorszego. Zazwyczaj zderzenie terminów „symfoniczny” i „death metal” jest dla mnie taka samą abstrakcją „katolicka nauka” czy „ognisty mróz”… W przypadku Ennorath chodzi po prostu o to, że do melodyjnego w jakimś stopniu death metalu dołożono dużo klawiszy i elektroniki. Co fajne – użyto ich roztropnie, nie przeszkadzają, nie robią wiochy. Nie mogę też powiedzieć, że dzięki nim muzyka Ennorath jest wywindowana na nie wiadomo jaki poziom – po prostu są częścią muzyki, nie wybijają się na plus ani na minus. Przed chwilą powiedziałem, że Ennorath gra melodyjny death metal – w sumie jest to prawda, ale są też momenty bardziej agresywne, do tego czuć u nich też trochę inklinacji w stylu Behemotha, czyli nie aż tak strasznie melodyjnie, choć brudu a’la Throneum się nie spodziewajcie, hehe… Jednak było nie było, nawet taki recenzent z klapkami na oczach jak ja przyznaje, że może i coś z tego Ennorath będzie – „Arcans of Modern Hero” jest krążkiem słuchalnym, utwory są skomponowane poprawnie, jakieś pierdolnięcie to chwilami ma, ale równocześnie taki niezły klimat, lekko „mroczny”. No i panna Joasia ma fajny gardzioł, szkoda, że zdecydowała się rozstać z kolegami. Oby zmiana na tej pozycji nie przyniosła różnicy in minus. Bo patrząc na całokształt tego albumu – jest przyzwoicie. No, może odpuścił bym sobie numer „Rise of Themis”, bo kurwa nienawidzę takich rozlazłych niby-ballad, a i sama płyta zyskałaby na tym – byłaby po prostu krótsza i słuchałoby się jej jeszcze lepiej.
Nie katuję się nim oczywiście non stop, aż tak dobrze nie ma. Ale doceniam i słucham z przyjemnością. Jak na debiut – Ennorath może być zadowolony.
Ocena: 7/10
Tracklist:




