Kolejny wspaniały wyziew z najgłębszych czeluści piekieł przybył do mnie ze znaczkiem Caligari Records. Kurwa mać, skąd ten typ bierze te zespoły?
Encoffinate pomimo mało oryginalnej nazwy łupie też mało oryginalną muzykę. Zdziwieni? Serio? Chyba tylko ktoś, kto słucha metalu od października zeszłego roku nie pozna się na turpistycznym pięknie tych dźwięków. „Cimmerian Corspe Dungeon” brzmi tak jak jest zatytułowana – paskudnie, podziemnie, trupio. Prymitywny doom/death metal cholernie mocno przesiąknięty piwnicznym odorem wydobywającym się z nagrań Hellhammer, Necro Schisma, Cianide i im podobnych. A także dużej ilości Incantation – wydaje mi się, że spora część recenzentów złapawszy się już inspiracji Hellhammer i Celtic Frost nie słyszy tutaj niczego innego. Prostota, mości państwo, prostota! Całą recenzję można zamknąć tak naprawdę w tym jednym zdaniu, ale po co? Należy przecież powiedzieć o akordach skomplikowanych jak budowle z klocków Lego postawione przez trzylatka, o wszechogarniającym ciężarze, a także o tym, iż w Encoffinate właśnie owa prostota i ciężar są głównymi zaletami. Przynajmniej dla takich muzycznych prostaków jak ja.
Poszukajcie tej demówki, bo ta kapela zrobi Wam bardzo dobrze – po ciemku i w piwnicy. Więcej nie powiem, bo idę spać.
Ocena: 7/10
Tracklist:
| Side A – Side Death | |||
| 1. | Man Eater | ||
| 2. | Autointerment | ||
| Side B – Side Glory | |||
| 3. | Black Skies of Terror | ||
| 4. | Beneath the Wheels of Blade | ||




