Wydawca: Caligari Records

Na fali sukcesów wszelkich zespołów dark rockowych w stylu Wolvenest czy Gold chcą się wybić kolejne tego typu kapele Zasadniczo nigdy mi to nie przeszkadzało, bo w takim wzmożeniu zawsze można coś nowego wyłapać. Dlatego też pokusiłem się o zrecenzowanie Dunwich.

Jest to kapela pochodząca z Rosji, a ze wspomnianymi we wstępie aktami łączy je jeszcze jedno – za wokale odpowiada u nich kobieta, Margerita. Debiutancka płyta tria zatytułowana jest „Tail-tied Hearts” i o dziwo ukazała się nakładem Caligari Records. O dziwo, bo ten doskonały label przyzwyczaił nas raczej do death metalu w różnych odmianach. A Dunwich, jak już wspomniałem to raczej inna bajka. Rosjanie mieszają gatunki, otwierają różne szufladki muzyczne, zaglądają do nich i wyciągają przeróżne elementy – trochę doom metalu,  trochę wpływów późnego The Gathering (ktoś jeszcze o nich pamięta?), trochę zimnej fali, trochę ambientów i elektroniki, dużo dark rocka, niemało amerykańskiego folku (takiego w stylu Lery Lynn), wpływy Nicka Cave’a i tak dalej i tak dalej. Przejawia się to i w muzyce, jak też w wokalu Margerity – raz ma śpiew, czysty i naprawdę niezły, kiedy indziej wjeżdża na lekko blackowe skrzeczenie, gdzie moim zdaniem nie wypada już tak dobrze. Poza tym chwilami mam wrażenie, że jednak sięgają do tych szufladek z opaską na oczach i nie zawsze to co wyciągną pasuje do reszty układanki. Ale przynajmniej się starają – słychać, że Dunwich ma ambicję tworzyć rzeczy. Przez duże „Rze”. Tylko na moje ucho to jeszcze nie ich czas. Słuchając „Tail-tied Hearts” odnoszę wrażenie, że ten album chwilami jest niespójny. Albo inaczej – niektóre fragmenty bym poprzestawiał, wydłużył lub skrócił. Ale i tak nie jest mimo wszystko źle i przyznam się Wam, że rzuciłem się na to promo z ciekawością, po odsłuchu entuzjazm mi opadł i dopiero przy kolejnych sesjach jakoś tam łapałem ponowny kontakt z Dunwich. Nie mogę na ten moment powiedzieć, że go już złapałem całkowicie, bo skłamałbym (a to przecież grzech), ale idzie ku dobremu. Czy tam złemu. Bo z jednej strony ten album ma mielizny, ale ma też naprawdę fantastyczne momenty. Tych drugich jest kilka, naprawdę dobrych też jest sporo i liczę, że z kolejnymi odsłuchami liczba słabszych fragmentów zmniejszy się.

A Wy, szczególnie jeśli łapiecie się na tę dark rockową falę, sprawdźcie sobie Dunwich. Bo jest dobrze, a nie wykluczone że w przyszłości będzie jeszcze lepiej.

Ocena: 7/10

   01 – Glow
   02 – Through the Dense Woods
   03 – Solitude
   04 – Wooden Heart
   05 – Mouth Of Darkness
   06 – Fall
   07-Sanctuary
   08 – The Sea
Oracle
19429 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Bûcher „Petrichor”Recenzje

Bûcher „Petrichor”

WojtuśWojtuś19 października 2026
Final Self „Liturgy of the Final Self”Recenzje

Final Self „Liturgy of the Final Self”

OracleOracle16 października 2026
Deprive „The Archaic Summoning”Recenzje

Deprive „The Archaic Summoning”

BartBart15 października 2026

Skomentuj