Wydawca: Mort Productions / Putrid Cult / Black Vault Productions
Diabolicon to twór złożony między innymi z Fulmineusa, byłego gitarnika Besatt. Wiedziałem to oczywiście zanim usłyszałem ich debiut, ale podejrzewam, że gdybym nie wiedział a usłyszał – to bym przynajmniej podejrzewał taki fakt.
Nic nie poradzę, teraz to kojarzy mi się to jeszcze bardziej. Ale to bynajmniej nie jest zarzut, bo wczesne produkcje Besatt są całkiem całkiem, hehe, a właśnie to z nimi kojarzy mi się „The Source Of The Black Light”. Muzycznie operują raz bardzo szybkimi tempami, a kiedy indziej bardziej wzniosłymi, wolniejszymi – jak w „Eternal Majesty”, których chyba zresztą jest na płycie przeważająca ilość. I pomimo że muzycy Diabolicon to grzesznicy pierwszej wody zapewne, to jedną rzeczą ich debiut nie grzeszy – innowacyjnością. Diabolicon jest głęboko osadzony w kanonach gatunku i nie znajdziecie tutaj ani jednej nuty, która brzmiała by zbyt nowocześnie, czy z jakimiś obcymi naleciałościami. I dobrze w zasadzie, po co to komu, skoro muzyka którą tworzą jest całkiem w porządku – nie genialna, nie zajebista, nie miażdżąca chrześcijan jak rybiki w kiblu, ale właśnie w porządku. Do posłuchania, ale wiele z tego w głowie – przynajmniej mnie – nie zostało. Czarci metal utrzymany nie jest niczym przyozdobiony, stunningowany, ani nic z tych rzeczy – czysta siarka i surowizna, jakich dość dużo w podziemiu, niemniej jednak powtarzam – da się tego słuchać, zwłaszcza, jeśli ktoś jest fanem wspomnianego już zespołu, w którym drzewiej udzielał się Fulmineus.
Black metalowi die hards – ten krążek jest dla Was. Podejrzewam, że tylko dla Was, ale mogę się mylić. Solidny czarny metal godny polecenia.
Ocena: 7/10
Tracklist:



