Wydawca: Meuse Music Records

W doom metalowych albumach zazwyczaj nie przepadam za jedną rzeczą – dużej mierze przypadków za czasem ich trwania. Nieczęsto bowiem mam czas, aby poświęcić aż godzinę na dany album, chyba że w podczas jazdy samochodem – a wtedy zazwyczaj doom metal nie jest wybieranym przeze mnie gatunkiem muzycznym.

Stąd też na recenzję najnowszego albumu Death Has Spoken na Chaos Vault trzeba było chwilę poczekać. W ogóle na ich nowy album trzeba było trochę poczekać, gdyż poprzedniczka „Elegy”, czyli „Call of the Abyss”, ukazała się cztery lata temu. Wówczas również miałem przyjemność ją recenzować i powiem Wam, że stylistycznie muzyka Białostoczan się nie zmieniła. W dalszym ciągu za ich główne inspiracje wskazałbym Peacville’owską Wielką Trójcę, ze szczególnym uwzględnieniem Anathemy. Choć wydaje mi się, że zespół jakby nieśmiało chciał wyściubić nos poza brytyjską krepę i w swoich kompozycjach nawiązuje również do wcześniejszych materiałów Katatonii.

Na pewno wiem jedno – zespół wzoruje się na klasykach nie tylko muzycznie, ale kreuje również podobnie smutną i melancholijną atmosferę swoich nagrań. Powolne dźwięki potęgują atmosferę rozpaczy i zwątpienia bijącą wprost z „Elegy” – nie polecałbym jej słuchaczom, którzy z jakichś powodów nie czują się najlepiej pod względem samopoczucia psychicznego. Takie kawałki jak ciężki i ponury „Beyond the Pale Horizon” czy nasycony smutkiem „Closure” sprawią, że jest duże prawdopodobieństwo na pogorszenie tego stanu. Mnie osobiście podoba się w tych dźwiękach jeszcze jedno – muzyka Death Has Spoken brzmi oldskulowo – sposób, w jaki wokalista growluje czy też w jaki sposób napisano riffy, wszystko przypomina mi czasy, gdy sam po raz pierwszy miałem styczność z podziemiem (którego nota bene jeszcze wtedy nie rozumiałem), czyli mniej więcej 1995 rokiem. Pamiętam, że zespoły grające w tym stylu były wówczas cholernie popularne, zdecydowanie bardziej popularne niż ta muzyka jest dziś, przynajmniej takie mam wrażenie. I właśnie ten ciężar, głęboki growl feeling takich zespołów jak Amazeroth czy Sacrum wywarł na mnie wówczas duże wrażenie – i jakoś tak po części te same emocje w muzyce Death Has Spoken (choć gwoli ścisłości sama muzyka nieco się różni, o brzmieniu nie wspomnę…).

Co jeszcze mi się podoba na „Elegy”? Okładka. Już na wcześniejszej płycie obrazek zdobiący front był niezły, ale ten autorstwa Marcina Grygoruka jest bardzo dobry – idealnie oddaje atmosferę tego albumu. Choć faktyczny wydruk na digipacku jest jednak zdecydowanie ciemniejszy, niż obrazek krążący w necie – to jedynie z plusem dla fizycznej okładki, bo ten mrok pierwszego planu idealnie współgra z muzyką.

Cóż więcej mogę powiedzieć – bardzo rad jestem, że muzyka Death Has Spoken tak dobrze się rozwija. Trzeci krążek zespołu jest w mojej opinii zdecydowanie ich najlepszym. Znajduję tutaj wszystko, czego oczekuję od doom/death metalu w tym sorcie – ciężaru, smutku, melancholii, bez zbędnego rozmiękczania przekazu. Jeśli tęsknicie za starymi latami, sceną z Wielkiej Brytanii, sztandarowymi wydawnictwami ze stajni Paula Halmshawa i lokalnymi koncertami lokalnych zespołów we wszelkiego rodzaju domach kultury – „Elegy” jest płytą dla Was. Ja jestem kupiony.

https://www.facebook.com/deathhasspoken

https://www.facebook.com/meusemusicrecords

Oracle
19317 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Nargaroth „Apocalyptic Steel”Recenzje

Nargaroth „Apocalyptic Steel”

PathologistPathologist12 września 2026
Tyrant Wrath „Dödsdans”Recenzje

Tyrant Wrath „Dödsdans”

OracleOracle11 września 2026
Damask „Three Times Ten”Recenzje

Damask „Three Times Ten”

OracleOracle10 września 2026

Skomentuj