Wydawca: 20 Buck Spin Records
Przyznam, że nie przepadam za tego rodzaju anty-promocją, jak w przypadku Dead In The Manger. Bo nic nie chcą o sobie powiedzieć, nie wiadomo kto tam gra, nie wiadomo, z jakiego kraju, tytułów piosenek nie ma, nikt nic nie wie – czeski film.
A jeszcze wprowadzają człowieka w błąd. Bo jedynym powodem, dla którego postawnowiłem zrecenzować tę EPkę była adnotacja odnośnie stylistyki – grind/deppressive black metal. Se myśle, takie novum, muszę to usłyszeć. Ni chuja. Gdzie ten grind, ja się pytam? Ja tu słyszę black metal okraszony blastami, co w konsekwencji może kojarzyć się (w bardzo naciągany sposób) z Anaal Nathrakh. Skąd ten deppressive? Nie mam pojęcia. Owszem, jest kilka wolnych fragmentów, ale żeby od razu pisać, iż to depresyjne granie to bym się wstrzymał. Czyli – nie ma grajndu i nie ma depresji, zostaje w sumie sam black metal. No chyba, że jednostajne napierdalanie w perkusję jest grindowymi blastami… Jaki on jest, ten black metal a’la Dead In The Manger? ? Ano przeciętny – w większości jest to szybka napierdalanka w stylu wspomnianych już Brytyjczyków, ale i bardziej tradycyjnych kapel, głównie ze Szwecji. Mimo tego (a może z uwagi na to) po „Transcience” nie pozostaje w mojej głowie żadne wspomnienie. Żadne, poza tym jedynie, iż było to nudne. Nawet nie denerwujące – po prostu nudne. A całe dorabianie kultu za pomocą niwy tajemniczości lata mi koło lewego jądra.
Starałem się, ale nic ciekawego u Dead In The Manger nie udało mi się znaleźć. Jeśli chcecie możecie spróbować, może Wam się uda. Mi szkoda czasu.
Ocena: 5/10
Tracklist:
| 1. | Part I | ||
| 2. | Part II | ||
| 3. | Part III | ||
| 4. | Part IV | ||
| 5. | Part V | ||
| 6. | Part VI |




