Są takie płyty, co do których w zasadzie szkoda strzępić pióra. Są takie materiały, co do których próżnio silić się na niepotrzebne komentarze. Są takie wydawnictwa, które w zasadzie można opisać jednym słowem. To słowo to: Szwecja!
To już fanom tej sceny powinno wystarczyć za rekomendacje i silić się na więcej w sumie nie ma większego sensu. Ale jak już zacząłem to wypada skończyć. Dziś, tak jak i wczoraj i przed wczoraj i przed przed wczoraj obraca się w moim odtwarzaczu debiutancki krążek Dead Awaken zatytułowany „Where Hope Turns Dripping Red” i nadal mi robi bardzo dobrze. Dźwięki z tego kraju chyba nigdy mi się nie znudzą. Nie po raz pierwszy pisze, że szwedzka scena Death jest moją ulubioną. Mimo, że nie sposób śledzić dokładnie, co się tam w demach i EPkach dziej to, chyba mam sczeszcie i praktycznie same dobre rzeczy trafiają w moje łapska. Jeszcze się nie naciąłem jakoś dramatycznie wiec, tam na północy faktycznie decior trzyma wysoki jak skurwysyn poziom. I tak jest w tym przypadku: Dead Awaken napierdala zajebiście dobry Death raz szybszy raz wolniejszy, ale zawsze łechtający moje bębenki słuchowe z taką samą przyjemnością.
Ja jestem zdania, że płytę należy brać póki jest!
Ocena: 8/10
Tracklist:





