To dopiero ciekawostka. Darkend się nazywają i grają symfoniczny black metal. Pochodzą z Włoch. Pierwszy rzut oka na promocyjne foto to natychmiastowe skojarzenie z Cradle Of Filth. Zwłaszcza wokalista (to ten w dredach, czy tam warkoczykach i cierniowej koronie) wygląda jak Dani Brudek. Mam pogrążać ich dalej?

Chyba by pasowało przejść w końcu do muzyki. Przeważająca większość recenzji dawała Darkend maksymalną notę punktów. Nie może więc to być byle co, prawda? Cóż… Darkend wygląda jak Cradle Of Filth i gra jak Cradle Of Filth zmieszane z Dimmu Borgir. I może niekiedy z Septicflesh. Jednak ta ostatnia kapela jak dla mnie jest wielka, o tyle dwie pierwsze słuchałem ostatni raz bardzo dawno temu. Uważam, że z takiego grania jakim para się Darkend lub protoplaści w postaci wspomnianych kapel, po prostu się wyrasta. Nie ruszają mnie orkiestracje, podniosłe partie, piętnaście różnych rodzajów wokalu, którymi operuje Animae (gardłowy czyli), natomiast przytłacza czas trwania „Grand Guignol – Book I”. Siedemdziesiąt dwie minuty – to właśnie od tak długich krążków rozpoczęła się jazda po równi pochyłej Kredków. Tam gdzie inni słyszą genialną złożoność, ja słyszę przydługawe zrzynanie z idoli młodości. Szlag mnie trafił, gdy po – jak mi się wydawało wieczności – sprawdziłem, która to aktualnie piosenka leci. Kurwa, czwarta! Dobrze, że po szóstej kobieta zawołała mnie na obiad. Ale potem, jak ten galernik powróciłem do tego krążka. A przede mną droga była tak daleka, jak bezkresny jest ocean. Darkend chwilami zabrzmi mocniej i agresywniej, ale te krótkie chwile toną w otchłani symfonicznego black metalowego masturbowania się złożonością i pompatycznością tej muzyki. O dziwo, spodziewałem się wypolerowanego brzmienia. Cóż, takie jest faktycznie, lecz w kilku momentach gitary brzmią dość chropowato. O Hellhammer jednak zapomnijcie, hehe. Ogólnie, nie odnajduję w tych dźwiękach nic, co zasługiwałoby na dłuższe pozostanie przy tym albumie.

Dobra, może moja opinia wynika z faktu, że ja takiej muzyki po prostu nie trawię. Ale to moja opinia, nikt się z nią zgadzać nie musi. Jak ktoś chce, niech sam się zapozna z „Grand Guignol – Book I” i sobie oceni. Dla mnie – symfoniczny gniot i tyle.

Ocena: 3/10

Tracklist:

1. Descent/Ascent (II Movement)
2. Æinsoph: Flashforward to Obscurity
3. Doom: And Then Death Scythed
4. Spiritism: The Transmigration Passage
5. Bereavement: A Multitude In Martyrized Flesh
6. Grief: Along Our Divine Pathway
7. Bleakness: Of Secrecy, Haste and Shattered Crystals
8. Pest: Fierce Massive Slaying Grandeur
9. Decrepitude: One Last Laugh Beside Your Agonies
10. Dawn: Black Sun Rises

 

Oracle
19429 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Bûcher „Petrichor”Recenzje

Bûcher „Petrichor”

WojtuśWojtuś19 października 2026
Final Self „Liturgy of the Final Self”Recenzje

Final Self „Liturgy of the Final Self”

OracleOracle16 października 2026
Deprive „The Archaic Summoning”Recenzje

Deprive „The Archaic Summoning”

BartBart15 października 2026

Skomentuj