Pokażcie mi metalowca, który nie ma w swojej karierze picia taniego alkoholu pod srebrzystą tarczą księżyca na swoim lokalnym cmentarzu! Jeśli jest takowy, znaczy, że jego edukacja ideologiczna jest niepełna.
A skąd mi się takie wzięło? A bo słucham właśnie trzeciej demówki Cemetery Fog, zatytułowanej „Shadows from the Cemetery”, to i wspomnienia same do głowy się pchają. Dodatkowym bodźcem, który je przywołał jest oczywiście muzyka Finów. I prawdopodobnie byłem w wieku tych chłopaczków, gdy opierdalałem nalewki sądeckie na gorlickiej nekropolii. Wyglądają bowiem na szczyli, ale muzyka jaką grają podoba mi się bardzo. To jest esencja metalu obskurnego i podziemnego, wymieszane ze sobą gatunki black i doom metalu (oraz odrobiny death metalu również) sprawiają, że maniacy tego co najczarniejsze powinni się nimi zainteresować. Inspiracji słychać tutaj w chuj – od Winter, Necro Schizma Gravewurm, Hellhammer, Samael, Beherit, Burzum, Goatlord… Powolne, wisielcze granie, zimne jak sarkofag w grudniową noc. Prymitywne, a piękne. Obskurne, a słucha się bardzo przyjemnie. Dwadzieścia minut, a dzięki braku przerw między kawałkami – jawią się jak zwalisty głaz. Prymitywizm w tej muzyce to podstawa – a także w ich image’u, okładce, logówce, wszystkim. Takie oto słowo klucz, które jednych do „Shadows From the Cemetery” przyciągnie, a innych odstręczy.
Osobiście bardzo takie granie lubię i mam w dupie co mówią inni – jeśli czuć w tym metal, to jebie mnie to. A u Cemetery Fog metalowego ducha wyczuwa się bezapelacyjnie i natychmiastowo.
Ocena: 8/10
Tracklist:
| 1. | Into the beyond | ||
| 2. | Shadows from the cemetery | ||
| 3. | Voices from the dark | |
|
| 4. | Old gates | ||
| 5. | Outro |




