Wydawca: Disorder Recordings

No to pora na brudną jazdę po chicagowskich składowiskach kości i wszelkiej maści plugastw. Pora na nową płytę Bones.

Lubię to Bones. W sumie to belgijskie Bones też lubię, jednak jakoś bliżej memu sercu czarnemu i pojebanemu jest muzyka właśnie tego tria z USA. Od kilkunastu już lat molestują słuchaczy brudnym, paskudnym death/crustem. A oni, z podejrzaną niecierpliwością, wyczekują kolejnych wymiocin tego zespołu. Tym razem mowa o wymiocinach w sensie niemal dosłownym, bowiem czwarta płyta Bones zatytułowana jest właśnie „Vomit”. I w sumie rzeczywiście – nie wiele się idzie pomylić. Obrzydliwe, zafajdane dźwięki jakie wypełniają tę płytę nie są przeznaczone dla każdego kto mówi o sobie, że lubi death metal (a ma na myśli nowe dokonania Decapitated na przykład). Włączyłby jeden z drugim ten album, od razu by mu przeszło. Nie wiem tylko, po czym szybciej – zaflegmionych wokalach, chropowatych gitarach, dudniącej sekcji rytmicznej, a może od szorstkiego brzmienia. Ostatecznie – po prostych, podbudowanych mocno punkowym podejściem, utworach, w których raczej próżno szukać finezji czy chęci udowodnienia światu jakim to się nie jest wizjonerem metalu śmierci. Tutaj wkłada się dwa palce w gardziel trupa i sprawdza, czy jeszcze w agonii będzie rzygał paskudnym metalem czy już nic. Bones, brzmiące jakby w stanie dalekiego rozkładu, rzyga, a jakże! Za kolejny plus biorę też długość tej płyty – kawałki trwają między dwie a cztery minuty, co zussamen do kupy daje nam ni mniej ni więcej tylko około pół godziny muzyki. Idealnie, kurwa! Dlatego też puszczam sobie „Vomit” po parę razy pod rząd i się bynajmniej nie nudzę. Na koniec zaskakuje nas trochę cover Van Halen, bo po nich to bym się raczej GG Allina spodziewał, no ale cóż…

Dobra, to ja tyle na dziś. Słuchajcie Bones i rzygajcie na grzeczny death metal.

Ocena: 8/10

1. Beware of Ghouls
2. Death Sentence
3. Noose
4. Tower of Skulls
5. Brazen Bull
6. Retch
7. Vomit
8. Bloodlust
9. She’s the Woman (Van Halen cover)

Oracle
19345 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Wharflurch „Mycodeath and Rebirth in the Outer Clusters”Recenzje

Wharflurch „Mycodeath and Rebirth in the Outer Clusters”

OracleOracle22 września 2026
Chainlacing „Messuage”Recenzje

Chainlacing „Messuage”

BartBart18 września 2026
Jóse Luis Cano Barrón „Sarcófago. Sex, Drinks & Metal”Recenzje

Jóse Luis Cano Barrón „Sarcófago. Sex, Drinks & Metal”

OracleOracle16 września 2026

Skomentuj