Wydawca: Defense Records / Diabolizer Records
Akurat w momencie, gdy piszę te słowa niedaleko mnie na scenie wymiata Acid Drinkers. Smutno się zrobiło na sercu mem, gdyż z takich i innych przyczyn nie jest mi dane uczestniczyć w tym zapewne miłym show.
Ukojenia szukam więc w dźwiękach z ostatniego długograja BlackSnake. Przemyska brygada właśnie wypuściła „Lucifer’s Bride” – krążek, który można by określić jako heavy/hard/rock’n’rollowa płyta na sobotnie prywatki i domówki. Takie właśnie luźne granie jest ich domeną. Chwytliwe, skoczne, wpadające w ucho. Niezobowiązujące, lekkie, z przymrużeniem oka. Papierosowe, pijackie, imprezowe. Z naszego podwórka skojarzyć się może oczywiście z Corruption. Choć szczerze mówiąc – tak porywające nie jest. Jest to muzyka w porządku, ale czasem trochę brak jej pazura – chciałoby się, żeby ten rock leciał nieprzerwanie, ale niestety czasem chłopaki wytrącą się z rytmu i tak trochę kręcą się w miejscu, zamiast posuwać się naprzód. Jest w porządku, ale niewiele więcej niestety z tego nie wyciągnę. Posłucha się raz na jakiś czas i wsio.
Miałem okazję widzieć BlackSnake jako otwieracz dla jakichś innych zespołów i chyba taka ich rola mi najbardziej odpowiada – jako openera, podczas którego można na koncercie zamówić piwo, postać i rzucić okiem w oczekiwaniu na znajomych.
Ocena: 6,5/10
Tracklist:
| 1. | Lucifer’s Bride | ||
| 2. | Pan Demon ium | ||
| 3. | Legacy of Rock | ||
| 4. | Black Rider | ||
| 5. | Red Death | ||
| 6. | Warning | ||
| 7. | Broken Heart Blues | ||
| 8. | Holy Deceiver | ||
| 9. | Iron Ground | ||
| 10. | Say Goodbye to Heaven |




