Panowie z Blackbraid nie należą do leniwych. W trzy lata wydać trzy płyty, to nie każdy potrafi. A na pewno już ciężko wypuszczać dobre/ znośne płyty w tak krótkim czasie. Czy na „III” im się ponownie udało spełnić (przynajmniej moje) oczekiwania? Myślę że tak, aczkolwiek wyczuwam jednak pewien spadek formy.
Dla mnie druga płyta jest najlepsza. Black metal o naturze, ale zagrany w nowoczesnym stylu z kupą zajebistych riffów. Jeśli w black metalu istniałoby coś takiego jak przebojowość, to „Blackbraid II” jest ze wszech miar płytą przebojową. Jedynka ma w zasadzie to samo, ale jest krótsza o połowę i po latach wydaje mi się, że był to materiał bardziej rozpoznawczy, który miał za zadanie uformowanie pewnego stylu charakterystycznego dla zespołu. Ale nadał wracam regularnie. Zresztą, w końcu na fizycznym nośniku, aczkolwiek za takie wydawanie płyt, to się należy wyrok pięciu lat w kamieniołomie…
Co do trójki to wydaje mi się, że jest bardziej klasycznie. Więcej tam inspiracji starą szkołą black metalu, niż współczesnym jego obliczem. Myślę, że wielu to uzna za plus. W teorii brzmi to dobrze, ale w praktyce nie jest to aż tak szybko wpadająca w ucho muzyka, do której amerykanie nas przyzwyczaili. I żeby nie było, to nie są jakieś fundamentalne i drastyczne różnice w porównaniu z płytami poprzednim, są to raczej subtelne niuanse, które przy dłuższym obcowaniu z tą muzyką można poczuć, a objawia się to głównie mniejszą zapamiętywalnością i kilkoma możliwymi ziewnięciami w trakcie sesji odsłuchowej… Poza tym to nie wiele się zmieniło. Goście biegają po lasach i wychwalają naturę ubierając to w black metal. Mi się to podoba niezmiennie i jeśli jakimś sposobem umknął Wam ten zespół do tej pory, to ja polecam sprawdzić.
Black metalowi ekstremiści zapewne nie będą mieli wiele przyjemności z odsłuchu, ale jeśli ktoś nie jest przeciwnikiem melodii i implementowania jej do black metalu, to myślę, że Blackbraid tworzy muzykę, na którą warto zwrócić uwagę.




