Skip to main content

Wydawca: Mara Productions

Nazwa Baalzagoth jakoś tam mi się przewijała na plakatach różnych lokalnych gigów, ale jak dotąd nigdy nie miałem okazji do obcowania z ich muzyką. Do czasu aż wpadła w moje łapy debiutancka płyta zespołu – „Morbid Persecutions”.

Jakoś tak mam, że po okładce i nazwie muzyki oraz imprezach, na których Baalzagoth występował potrafiłem sobie wyobrazić, czego mam się spodziewać w związku z ich muzyką. I jakoś bardzo nie przestrzeliłem. Zespół z Kostrzyna porusza się po bezpiecznych wodach black/death metalu. Dlaczego bezpiecznych? Bo ich muzyka wydaje mi się nijaka. Z jednej strony mamy niby pierdolnięcie, ciężar, jakąś tam brutalność, ale jak człowiek się wsłucha to jest to raczej przerost formy nad treścią. Czuć u nich jakąś fascynację Behemoth czy Azarath albo innego Belpheghor. W ogóle odnoszę takie wrażenie, że dwadzieścia lat temu Baalzagoth zostałby zespołem – przylepą do jednego z numerów kmiołkowego „Thrash’em All”. „Morbid Persecutions” to trochę taki black/death metalowy obiad z McDonald’s – zapcha Was na chwilę, ale nie pozostawi żadnych większych walorów smakowych. Z drugiej strony – kto czasem nie opierdala buły z kotletem? Tak jest właśnie w przypadku Baalzagoth, który serwuje nam i szybkie, motoryczne riffy, i niby to natchnione, klimatyczne zwolnienia, tu i tam jakiś sampel. Ale po przesłuchaniu ich debiutu w głowie nie zostaje mi absolutnie nic. Tylko tyle, że było. A jak było? No przeciętnie. Takich płyt jest setki, jeśli nie tuziny, przesłuchałem ich od chuja i po przesłuchaniu nie wracałem. I nie chodzi o to, że to jakoś wyjątkowa lipa, po prostu raczej nuda i właśnie rzeczona przeciętność. Więc nie polecam Wam jakoś wybitnie „Morbid Persecutions”, bo na rynku jest masa płyt zdecydowanie bardziej wartych waszych pieniędzy. Chyba, że po prostu lubicie metalowe fastfoody, to już Wasza broszka.

Pamiętajcie jednak, że na takiej kuchni daleko nie zajedziecie. Póki co ja odstawiam debiut Baalzagoth na półkę, gdzie będzie sobie leżała i zbierała kurz.

Ocena: 4/10

Oracle
17033 tekstów

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

One Comment

Skomentuj