Wydawca: Third Eye Temple / Godz Ov War Productions
Wyobrażaliście sobie kiedyś jak zabrzmieć może koniec świata, jeśli chciało by się to wyrazić za pomocą dźwięku? Jeśli mieliście z tym trudności, z pomocą przychodzi Autokrator.
Mogliście się nie spotkać wcześniej z tą nazwą, choć z drugiej strony ostatnimi czasy była ono dość mocno promowana tu i tam przez tego owego). I słusznie, bowiem debiutancki krążek, zatytułowany po prostu „Autokrator” jest tego wart. Kapela pochodzi z Francji, a brzmi… Hmm… Brzmi jak skrzyżowanie Mortician z Ævangelist. Jest to po prostu odhumanizowana ściana potwornego dźwięku sunąca przed siebie. Dewastująca wszystko i wszystkich. Pod naporem tej muzyki pękają Wam gałki oczne, głowy eksplodują jak baloniki wypełnione krwią. Trudno mi nawet zaklasyfikować ten twór – ekstremalność to słowo, które ciśnie mi się pierwsze na usta. Perkusja nakurwia własnie jak w rzeczonym zespole Willa Rahmera, intensywność muzyki jest powalająca i stąd też kojarzy mi się z kolei z twórcami „Omen ex Simulacra”. Przerwy między utworami to z kolei ambient/drone’owe czarne dziury, zasysające każdą, nawet najmniejszą drobinkę wykazującą jakiekolwiek oznaki życia, by po chwili eksplodowały z ich wnętrza kolejne bezlitosne, monstrualne ataki. Autokrator odczłowiecza słuchacza, uprzedmiotawia i jako takiego – niszczy. Klimat tego krążka nie wiedzieć dlaczego kojarzy mi się z ostatnimi podrygami ludzkości, z postapokaliptycznym krajobrazem znanym z Terminatora. Muzyka Autokrator jest nie tylko brutalna, ale równocześnie jest cholernie wyniosła, zgniatająca słuchacza z przerażającą dostojnością.
Trudno mi powiedzieć, na ile moje grafomańskie opisy przybliżyły Wam zawartość „Autokrator”, bo i mi pewnie trudno byłoby sobie to jakoś przełożyć na swoje rozumienie muzyki po takiej deskrypcji, jeśli sam zespół pozostawałby mi obcy. Liczę więc, że zaciekawiłem Was na tyle, że sami sięgniecie po ten debiut i przekonacie się na własnej skórze, dlaczego warto go zakupić.
Ocena: 8/10
Tracklist:




