Wydawca: Selfmadegod Records
Ass To Mouth pojawia się i znika jak penis w różnych otworach na takim jednym filmie, co kiedyś go widziałem dawno temu. Jak się pojawił ostatnio, to zniknął na dekadę. W filmie nazywa się ta pozycja buforowaniem, a w realu?
W realu prawdopodobnie nazywa się żyćko jebane. Ale fajnie, że powrócili, a to za sprawą trzeciej płyty długogrającej. Jej tytuł brzmi „Enemy of the Human Race” i o dziwo – na okładce nie ma Wojtyły! I od razu powiem – front cover moim zdaniem nieudany i dość generyczny. Ponadto mógłby pasować do dwudziestu czterech różnych gatunków, jednak w mojej opinii to nie zaleta. A jak muzycznie?
A muzycznie jest dobrze. Czy bardzo dobrze? No chwilami bardzo dobrze. Zaczyna się od „The Underdog”, kawałka z mocno hard core’owym drajwem. I on mnie trochę zbił z tropu, bo średnio mi podszedł. Ale to nie jedyny numer utrzymany w bardziej tym stylu niźli grajndowym – choćby taki „Nazi Pig”, ale ten akurat wchodzi mi zajebiście. No i mamy też typowe, szybkie i brutalne strzały już czysto grindowe. „You’ll Choke With Your Own Shit”, „XXI”, bardzo terrrajzerowaty „Modern Slaves” czy “Grind Screwed My Life” to już typowe grajndowe, mocarne potupajki. I fajnie to buja – raz dobrze, raz jeszcze lepiej. Choć mam chwilami wrażenie, że Ass To Mouth nagrało krążek trochę nierówny – bo kilka kawałków jakoś tak przelatuje i ani nie robią wrażenia, ani nawet nie zauważam, że w ogóle są. Dosłownie kilka. Zdecydowana większość naprawdę robi robotę – jest skocznie i prosto w ryj.
Czy to dobry powrót? Dobry. Czy oczekiwany? Przez niektórych pewnie tak. Choć mam trochę wrażenie, że od czasu zniknięcia Ass To Mouth ze sceny powstało kilka załóg w tym smutnym jak pizda kraju, które bardziej trafiają do mnie ze swoim grindowym przekazem. No ale nic to, „Enemy of the Human Race” jest całkiem dobre. Możliwe, że grindowym freakom przypasuje nawet bardziej.
https://www.facebook.com/assgrindsystem
https://www.facebook.com/Selfmadegod





