Andy Blakk to człek co na dupie nie usiedzi długo jak widać i coś tam se musi cały czas dłubać. I wydłubał teraz całkiem przyjemny mini album.
Na „Stage Of Necrosis” zamieścił on cztery wałki klasycznego do szpiku przegniłych kości death metalu. Nie trwa to długo, więc i ja się będę streszczał – w chuj podoba mi się ta EPka, bo przywodzi mi na myśl moje pierwsze kontakty z death metalem, a konkretnie z krążkiem „Hate” Sinister czy „World Downfall” Terrorizer. No tak wyszło, że to chyba były pierwsze rzeczy, jakie wpadły w moje młode spragnione metalu łapcie. Echa Terrorizer najlepiej słychać w ostatnim, tytułowym numerze, z wyczuwalnym przez cały czas podskórnym pulsem. Pozostałe trzy kawałki jak już wspomniałem na moje ucho są najwyraźniej naznaczone wczesną twórczością Holendrów – wokal Andy’ego przypomina mi bardzo wyziewy Mike’a van Mastrigta, no i cała duszna, piekielna atmosfera również kojarzy mi się ze wspaniałym feelingiem metalu śmierci z pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych. Bo pewnie niektórzy będą tam dopatrywać się elementów deciora z Finlandii, czy z USA – i też pewnie będą mieli rację. „Stage Of Necrosis” to taka death metalowa esencja, która wciska mi oczodoły w głąb czaszki. Teraz tylko czekać, aż EPka ukaże się na fizycznym nośniku, bo póki co to hula to to sobie w sieci do pobrania za free (http://andyblakk.bandcamp.com/album/stages-of-necrosis).
Zajebisty krążek, kilkanaście minut mocarnego łupu cupu. Mam nadzieję, że to nie jednorazowy wybryk i będzie tego więcej!
Ocena: 8/10
Tracklist:
01. Carnage
02. Cut to Pieces
03. Morbid Craving
04. Stage Of Necrosis




