Wydawca: Godz ov War Productions
Jeśli coś jest opisane jako black metal i pochodzi z Grecji to wiadomo, że ma moją uwagę na wstępie. Tu co prawda mamy kooperację grecko – angielską, ale i tak z ciekawością podszedłem do debiutu enigmatycznej kapeli o nazwie Amaltheia.
No ale to co usłyszymy na „Amaltheia” to nie do końca jest typowy black metal z Hellady. Nie, kwartet kieruje swoją muzykę raczej w stronę słuchaczy, którzy najchętniej spędzają czas przy takim Deathspell Omega, Mgła, Djevel czy Craft… Nie są to może dosłowne inspiracje, ale wskazówka co do tego, jakiego rodzaju black metalem zespół się para. Na pewno ta muzyka ma klimat i to jest jej niezaprzeczalny atut. Produkcja jest raczej surowo, choć nie mogę powiedzieć, że to jakiś taki totalny garaż, więc za to również mają u mnie plus. Amaltheia narzuca sobie dość szybkie tempa, ale są też takie numery jak „Fall” gdzie jest wolniej i posępniej. Dobrze mi wchodzi ten krążek, może nie jest to jeszcze ten moment, gdy składam daleko idące deklaracje o miłości oraz topie roku, ale doceniam ten materiał. Może nie do końca przemawia do mnie okładka, ale też tragedii nie ma – tak jak płyta, jest solidna. Na płycie jednak też jakoś nie mogę się skupić do końca, bo pomimo że to porządny materiał, to w mojej opinii czegoś im jeszcze brakuje do majstersztyku. A uwierzcie, przesłuchałem ten album wielokrotnie.
Może zaskoczy za jakiś czas, choć u mnie to już różnie bywa. Na pewno warto dać im szansę, bowiem widziałem sporo entuzjastycznych recenzji Amaltheia – więc odrobinę mniej ekstatyczna pewnie różnicy im nie zrobi.
Ocena: 7/10
| 1. | Pyre | ||
| 2. | Dominion | ||
| 3. | Dawn | ||
| 4. | Threnody | ||
| 5. | Fall | ||
| 6. | Oblivion |




