Wydawca: Soulseller Records
Kazali na siebie kurwa czekać! A są zespoły, w przypadku których czekać nie lubię. Nawet jeśli są doskonałymi odtwórcami – to w pewnych przypadkach czekać nie lubię.
Bo co z tego, że pięć lat temu wydali split, skoro na pełniaka trzeba było czekać lat siedem. Mowa o obwiesiach z Repuked, Szwedzcy piewcy death metalowej zgnilizny i wymiocin jednak nareszcie spięli pryszczate pośladki i wydali swój trzeci album – „Dawn of Reintoxication”. I już z tego miejsca mogę Wam powiedzieć, że nie ma na tym popierdolonym świecie zespołu, który w lepszy sposób łączyłby inspiracje Autopsy i GG Allinem. Słuchając tej płyty mam wrażenie, jakby ktoś zamknął mnie w celi w domu wariatów, gdzie nad posadzką unosi się odór fekaliów i rynsztoka a ściany są ozdobione zaschniętymi plamami rzygowin. Żeby było śmieszniej, nie zamknięto mnie tam samego, lecz w towarzystwie Kevina Michaela Allina na speedzie. Strach i obrzydzenie. Repuked nie ma z tym jednak problemu i bawią się wyśmienicie, zadowoleni jak świnia w błocie. Ten krążek jest totalnie odpychający, a równocześnie jest chyba najlepszą płytą death metalową jaką słyszałem w tym roku. Idealnie wpisuje się przynajmniej w mój wypaczony gust, dlatego też „Dawn of Reintoxication” zapodaję sobie raz za razem, jak kolejne kieliszki ciepłego bimbru od szwagra. Niby paskudne a cieszy. Serio. Nie pamiętam, kiedy ostatnio album którejś z tych największych death metalowych nazw kręcił się u mnie równie często co materiały tych młodych epigonów w stylu Repuked, Clairvoyance czy Cryptworm. A że Repuked znam w zasadzie od ich demówkowych czasów – mam do nich największy sentyment. Trzeci album tylko potwierdza ich klasę i po prostu wywołuje na moim brzydkim pysku szeroki uśmiech. Tak się kurwa gra death metal, cytując klasyków.
Wszystkim Wam polecam ten album jako antidotum na ładny metal. Śmierdzi zasranym trupem starego punka. Słuchajcie, aż zacznie krwawić Wam wątroba.
Ocena: 10/10
Tracklist:




